pisane słowem – Marek Stankiewicz

maj 30, 2008

powiedz stop wariatom życiowym

Gdzie pędzę ? Niesamowicie dziwnie brzmi to pytanie…
Jesteś w liceum uczysz się, nabierasz doświadczenia w przyswajaniu wiedzy. Idziesz na studia znając kierunek swoich zainteresowań. Starasz się mieć jak najlepsze wyniki w nauce…

Bronisz się … brawo

Zaczynasz pracę. Okazuje się, że wiedza nabyta na studiach różni się niesamowicie od teorii wykładanej na uczelni. Okazuje się, że znowu trzeba się uczyć. Uczysz się. Poznajesz kolejne zagadnienia. Wolny czas poświęcasz na studiowanie materiałów związanych z pracą. Zdobywasz wiedzę równocześnie bogacisz się w doświadczenia. Awansujesz … brawo.
Pamiętasz jak niedawno byłeś asystentem? Wczoraj cieszyłeś się z awansu w agencji, dziś jesteś już managerem w korporacji. Pędzisz.

Stop.

Pamiętasz ostatnie 5 lat? Pewnie, że pamiętam. Zrobiłem niesamowity projekt – STOP!

Pytam czy pamiętasz ostatnie pięć lat?!! Pamiętasz jak się poznaliśmy? Jak byłam ubrana?
Co mówiłam? Pamiętasz, co mi obiecałeś na pierwszych wspólnych wakacjach? Pamiętasz, co dałeś mi w prezencie na gwiazdkę?

Gdzie pędzisz?

Z roku na rok, na Twoim koncie co miesiąc jest więcej. Pensje, bonusy, nagrody. Szkolenia, warsztaty, konferencje. Jaką część ostatnich 43 800 godzin zajęła Ci praca? Gdzie wydałeś swoją kasę? Kiedy cieszysz się pensją? Pamiętasz prezent jaki kupiłeś? Pamiętasz … jak się zastanowisz przypomnisz sobie ile na niego wydałeś…, ale spróbuj sobie przypomnieć co Tobą kierowało podczas zakupów…

Stop.

Praca to wspaniała rzecz. To możliwości i szanse. To zwycięstwa i porażki, ale żeby odnaleźć się w tej iluzji musisz zrozumieć wokół czego kręci się świat. Wokół pracy? Wokół pieniędzy? Władzy?

Może warto się zatrzymać. Zastanowić się czy będziesz miał na kogo wydać te pieniądze. Czy będziesz miał komu sprawić nimi prawdziwą radość? Na czyjej twarzy swoją obecnością wywołasz szczery uśmiech…

Stop.

Właściwie to start … tylko może nie pędź najszybciej jak potrafisz, w życiu też obowiązuje ograniczenie prędkości.

maj 21, 2008

Romantycznie – dwa spojrzenia / dwie strony medalu

Nasz romantyczny Schedule

On:

Rano podgrzeję bułki. Podgrzewam je niczym zawodowiec. Wycisnę sok z pomarańczy, choć strasznie tego nie lubię. Nie lubię brudzić rąk. Przyniosę Ci śniadanie do łóżka, a potem odwiozę Cię do pracy. Zadzwonię spytam jak się czujesz, wyślę sms’a, że kocham. Przyjadę po Ciebie po południu i zabiorę do domu. Podam własnoręcznie przygotowany obiad – risotto z truflami i szampanem. Obejrzymy film, pójdziemy na spacer, opowiemy sobie o tym jak minął dzień. Zrobię herbatki podam smakołyki, a potem spotkamy się w sypialni. Przytulę Cię i zaśniemy by jutro spać do trzynastej. Weekend przed nami. Będzie leniwie, będzie aktywnie. Aktywnie pojedziemy za miasto, by leniwie czas spędzać. Wrócimy w niedzielę. Wieczorem podam kolację – cielęcina w sosie z kaparów (tym razem lepiej ją pokroję). Zaśniemy razem, bym jutro rano przyniósł sok do łóżka.

Z drugiej strony Ona:

Kochanie jak podgrzewasz bułki – wyczyść piekarnik, śmierdzi w całej kuchni potem spalenizną. Zawsze jak wyciskasz sok – to jest on po prostu wszędzie – masakra. Kuchnia wygląda jakby imprezę miało tam studenckie zrzeszenie picia browca. Nie będę już wspominała, że nie chcę jeść w łóżku. Wszędzie są okruszki – nie da się spać potem. Poza tym wiem jaki jesteś niezadowolony, gdy musisz wyjść z domu dwie godziny wcześniej by odwieźć mnie do pracy. Kochanie nie musisz osiemset razy dziennie przekonywać mnie o swoim uczuciu. Fajnie, że przyjechałeś po mnie. Nie chciało mi się wracać komunikacją. Obiad wygląda pysznie. Nie jest aż tak smaczny jak opowieść o nim. Kuchni nawet nie chcę oglądać. Mam słabe serce, za słabe na takie widoki. Oczywiście film. Miejsce na kanapie jest już po prostu przystosowane do Ciebie. Przybrało Twój kształt. Słodycze wieczorem – no tak najlepiej się napchać. Mógłbyś się nie odwracać do mnie tyłkiem. Jutro sobota, mam nadzieję, że nie będziesz spał do trzynastej. Może ruszymy gdzieś za miasto. Gdybyśmy wyjechali rano, a nie przed osiemnastą mielibyśmy dwa dni. Jest niedziela wieczór, zaraz muszę się położyć, przecież rano zaczynam pracę. Nie mów, że teraz będziesz robił tą ciężką cielęcinę – matko jakie to słone. Kładę się. Może zapomnisz jutro o kruszeniu w łóżku.

Tak się zastanawiam – dziękuję kochanie, że nie jesteś taka. Dziękuję, że potrafisz się cieszyć małymi rzeczami. Dziękuję, że każdy dzień – to dzień szczęśliwy, niezależnie od nastroju. Nawet jak krzyczysz i się wściekasz wiem, że kochasz. Ja też.

maj 20, 2008

nie możesz wiedzieć wszystkiego

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 12:27 pm
Tags: , , , , , , ,

cytat, który dziś wydał mi się bliski

Pewnego dnia, gdy synowie i córki jedli i pili w domu najstarszego brata,
przyszedł posłaniec do Hioba i rzekł: «Woły orały, a oślice pasły się tuż obok. Wtem napadli Sabejczycy, porwali je, a sługi mieczem pozabijali, ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Ogień Boży spadł z nieba, zapłonął wśród owiec oraz sług i pochłonął ich. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Chaldejczycy zstąpili z trzema oddziałami, napadli na wielbłądy, a sługi ostrzem miecza zabili. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Twoi synowie i córki jedli i pili wino w domu najstarszego brata. Wtem powiał szalony wicher z pustyni, poruszył czterema węgłami domu, zawalił go na dzieci, tak iż poumierały. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść».
Hiob wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł:
«Nagi wyszedłem z łona matki
i nagi tam wrócę.
Dał Pan i zabrał Pan.
Niech będzie imię Pańskie błogosławione!»
W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości.

maj 19, 2008

Nie daj się porwać monotonii

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 10:42 am
Tags: , , , , , , , , , ,

Na dzień dobry mam już minimum sześć różnych wersji nadchodzącego dnia. Dobrze wiem, że istnieje prawdopodobieństwo błędu i dopiero siódma wersja doczeka się realizacji. Dobrze wiem, że nie wszystko mogę zrobić już dziś – nie powstrzymuje mnie to jednak od działania. Wstaję. Jak zwykle ten sam beznadziejny budzik otwiera mi oczy. Obiecuję sobie zmienić go, obiecuję już od miesiąca. Jeszcze chwila i podnoszę się leniwie z każdą sekundą jednak zwiększając dynamikę ruchu. Łazienka. Dzień dobry z papierosem w jednej i szczoteczką do zębów w drugiej ręce mówię niezadowolonemu odbiciu w lustrze. Prysznic. Byle szybko. Po mokrych śladach zmęczonych snem stóp trafisz za mną do garderoby. Znowu wybuchła tam bomba. Niby dużo, niby nic pierwsze z brzegu biorę. Łazienka. Krem nawilżający, guma do włosów. Psik Psik. Kuchnia. Jeden z ponad dwudziestu takich samych jogurtów, paczka papierosów z szafki i wychodzę. Wracam. Przedpokój. Jeszcze przepustka. Buzi na dowidzenia. Śpij. Winda. Poziom -2. Stoi tam jak zawsze samotna, między dwoma betonowymi słupami. Ruszam. Te same korki, te same numery rejestracyjne przypisane do tych samych twarzy. Stop. Parking. Bramka. Wykrywacz metalu. Skaner. Przepustka. Winda. Czwarte Piętro. Pokój biurko. Aktualizacja skrzynki odbiorczej. Dwadzieścia sześć nieprzeczytanych wiadomości. Trzy cztery start. Maile. Badania. Power Point. Maile. Badania. Excel. Maile. Badania. Maile. Papieros – oh minęła godzina pracy. Mało czasu by zdążyć ze wszystkim. Start. Godzina dziewiętnasta. Wychodzę. Parking. Samochód. Garaż. Piętro trzecie. Jestem. Cześć. Buziak. Jak ? Tak. A u Ciebie jak ? Tak! Obiad. Świetnie gotujesz. Kot jest wariatem. Balkon. Herbata, papieros. Komórka. Dzwoni. Piszczy. Wyciszam. Papieros. Sok. Jeszcze są te wafelki czekoladowe ? Są. Whiskey z sokiem jabłkowym, wafelek, papieros. Kanapa. Film. Reklama. Komputer. Gry. Papieros, sok w dowolnej kolejności i na przemian. Łazienka. Godzina druga w nocy. Spać. Pamiętaj by przed snem zmienić melodię budzika. Zapomniałem. Dobranoc. Dzień dobry. Tydzień z głowy.

Blog na WordPress.com.