pisane słowem – Marek Stankiewicz

wrzesień 29, 2008

Historia człowieka, który kiedyś stał się Bogiem – cz3

Welcome – pomyślał Robert i podniósł się z miejsca. Pogoda była dość ładna, dlatego poczuł przypływ radości. Rozejrzał się jeszcze zanim wsiadł na pokład autobusu. 
- Jaki to śmieszny język – pomyślał. Czekając na bagaż obserwował ludzi i zastanawiał się jak odnajdzie się w ich świecie. Po chwili zobaczył swoją walizkę i ruszył w stronę wyjścia. Terminal nie był zbyt duży, nie miał więc obaw, że straci orientację. Gdy wyszedł z budynku zobaczył potężną kolejkę. Jak się szybko zorientował, podróżni czekali tu na taksówki.
- Niesamowite – pomyślał. Już chciał stanąć na jej końcu, gdy przypomniał sobie, że nie wymienił pieniędzy. Wrócił więc do budynku w poszukiwaniu kantoru. Zobaczył wyraz w znajomym języku po czym podszedł zadowolony do okienka. Powiedział, że chciałby wymienić pieniądze. Pani popatrzyła na niego z dziwnym wyrazem twarzy. Mimo, że napis nad jej głową był po angielsku ona nie miała zielonego pojęcia na temat posługiwania się językiem angielskim. Wyjął więc 1000 $ i pokazał pracownicy kantoru. Pani uśmiechnęła się po czym wymieniła pieniądze na ojczystą walutę.

Robert wrócił na postój taksówek. – Spędzę tu pewnie całą noc zanim przyjdzie moja kolej – pomyślał. W pewnej chwili podszedł do niego jakiś mężczyzna i zaczął coś mówić. Robert powiedział, że nic nie rozumie i że mówi tylko po angielsku. “No problem. English ok” powiedział nieznajomy po czym uśmiechnął się i powiedział: “Taxi?” Robert ucieszył się skinął głową i ruszył za nieznajomym. Był szczęściarzem, ominęła go niesamowicie długa kolejka. Nieznajomy taksówkę miał dość daleko od terminalu, ale Roberta to nie interesowało. Gdy doszli do samochodu Pan z uśmiechem włożył jego bagaż do bagażnika i spojrzał wymownie oczekując na dalsze wytyczne.
- Hotel Intercontinental – powiedział Robert, na co Pan zareagował uśmiechem i ponownie uraczył go miłym “No problem”. Podróż do hotelu była świetnym momentem by pierwszy raz popatrzeć na stolicę Polski. Nie wygląda to najgorzej – pomyśłał i z nadzieją oddał się rozmyślaniom. Wreszcie jego oczom ukazał się imponujący hotel. Robert zapłacił taksówkarzowi, po czym wszedł do holu. Od razu przywitał go boy, a Robert udał się do recepcji. Był zadowolony, pracownicy hotelu byli sympatyczni i uśmiechnięci poinstruowali go i zaproponowali mu broszury dotyczące miasta. Bardzo dziękuję – powiedział, chętnie przejdę się jeszcze dziś gdzieś pieszo, bo taksówki u Was kosztują majątek. Recepcjonistka spojrzała na niego ze zdziwieniem i zapytała: przepraszam, ale jeśli można wiedzieć, ile zapłacił Pan za taksówkę z okęcia? Robert zastanowił się chwilę po czym poinformował miłą recepcjonistkę o sumie, którą zostawił taksówkarzowi. Recepcjonistka o mało się nie przewróciła – Trzysta złotych? Panie Robercie, przykro mi to mówić, ale został Pan oszukany. Dziś nie ma korków, a odległość nie jest duża – powinien Pan zapłacić nie więcej niż 50 złotych. Przykro mi, że tak zaczęła się Pana wizyta w naszym kraju. Proszę zawsze korzystać z korporacji taksówkowych – nigdy z prywatnych przewoźników. Nic nie odpowiedział. 

Pokój był przestronny i przytulny zarazem, to dobrze bo długa podróż wykończyła Roberta, a jego marzeniem była chwila odpoczynku. Położył się i zasnął. Zdziwił się gdy okazało się że obudził się dopiero następnego dnia. Wziął szybki prysznic, zszedł na śniadanie i wrócił do pokoju. Do roboty – pomyślał i podłączył laptopa. Sprawdzał kolejne adresy i zapisywał numery telefonów. Kilka godzin później dysponował już potężną bazą kontaktów. Popatrzył na efekty swojej pracy i był z nich wyraźnie zadowolony. Założył kurtkę i wyszedł z pokoju.

Przed hotelem czekały taksówki, ale Robert na sam ich widok poczuł niesmak i odwrócił się. Ruszył długą ulicą w stronę metra. Przyzwyczajony do tłumu obcokrajowiec czuł się w Warszawie świetnie i jak to zawsze on – idąc obserwował ludzi. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to różnorodność. Piękne budynki i wysokie hotele vs. stare zniszczone kamienice. Warszawa ma swój klimat – pomyślał. 

Robert był umówiony w restauracji “4 pory” z przedstawicielem agencji nieruchomości, który obiecał zbadać jego potrzeby i zaproponować mu mieszkanie do wynajęcia. Szedł w stronę miejsca spotkania pełen radości. Zastanawiał się skąd w nim tyle pozytywnej energii. Nie było to zupełnie naturalne. 

Restauracja miała ciekawy wystrój, a człowiek który przywitał go ciepłym uśmiechem mówił poprawnym angielskim dzięki czemu Robert mógł wytłumaczyć mu dokładnie czego potrzebuje i na co go stać. Rozmowa upływała szybko, a jedzenie którego w międzyczasie mieli okazję spróbować było smaczne i starannie podane. Marcin, bo tak miał na imię doradca obiecał zadzwonić przed południem kolejnego dnia by zaproponować Robertowi konkretne lokalizacje. Pożegnali się i każdy poszedł w swoją stronę. 

Był wieczór, miasto nie kipiało życiem, ale nie było też zupełnie pusto. Idąc w stronę Pałacu Kultury spotkał się z tym czego najbardziej się bał. Samotność. Myślał o tym, że nie ma się do kogo odezwać, nie ma z kim się spotkać na piwie, czy na spacerze. Postanowił, że poszuka jakiegoś miłego miejsca, w którym odstresuje się po ciężkim dniu. Skręcił w lewo i zniknął między uliczkami centrum. Mijał kolejne restauracje i kawiarnie. Zauważył, że nie tylko on był spacerującym wieczorem obcokrajowcem. To było miłe uczucie, usłyszeć ojczysty język w tym odlełym o tysiące kilometrów kraju. Idąc cały czas przed siebie, dotarł do kawiarni, która tętniła życiem. Postanowił wejść do środka.

Tak wiele modnych osób, tak wiele pięknych kobiet i przystojnych mężczyzn. Usiadł i zamówił szklaneczkę whiskey z wodą mineralną i dwiema kostkami lodu. Zastanawiał się gdzie pozna choć jedną osobę, której będzie mógł opowiedzieć o tym, co planuje, której będzie mógł ponarzekać lub z którą będzie mógł dzielić swoje radości. Przyjaźń jest powietrzem zadymionych miast, szczęściem zapłakanych łzami deszczu okien, potrzebuję jej jak niczego na tym świecie – myślał siedząc przy stoliku jednocześnie popijając whiskey. 

Pamiętał o jutrzejszym spotkaniu z Marcinem, dlatego nie spędził w kawiarni więcej niż 30 minut. Spacerując w stronę hotelu, wpatrywał się w światła miasta. Ono żyje – pomyślał. Żyje, ale nikt tego nie widzi. Ono tętni życiem, ale nikt tego nie słyszy… dlaczego? … Myśli były doskonałym kompanem spaceru, więc z pewnym żalem minął potężne wejście do hotelu. W pokoju włączył ponownie laptopa, zapalił papierosa i zaczął czytać jednego z ulubionych blogów branżowych. Senność przyszła niespodziewanie, zaatakowała nagle, nie wyłączył więc komputera, nie zgasił światła. Położył się po prostu i zasnął, podświadomie był przerażony i podekscytowany zarazem… kolejny dzień miał przynieść wiele zmian…

wrzesień 25, 2008

Historia człowieka, który kiedyś stał się Bogiem – cz2

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 4:28 pm
Tags: , , , , , , , , , ,

Droga do domu wydawała mu się bardzo długa. Zastanawiał się czemu nie kupił jeszcze wymarzonego samochodu. Mógł przecież to zrobić w każdej chwili. On jednak wolał co miesiąc odkładać zarobione pieniądze. Snuł się ulicami wlokąc za sobą brązową skórzaną teczkę z laptopem.

Czuł się pijany, ale nie dzięki szklance whiskey, którą opróżnił w tym zadymionym tanimi papierosami barze, ale raczej dlatego, że kolejny roboczy dzień spędzi w domu. Nie ma już bowiem po co wracać do biura. Nie mógł zrozumieć swojego zachowania. Ciekawe, że docierała do niego w tej chwili myśl, że marzył o tym, już od pierwszego dnia gdy przekroczył progi Young&Creative. Tylko dlaczego?

Najlepsze wyniki w liceum, dwa kierunki studiów, które z wybitnymi wynikami skończył niemal jednocześnie. Szkolenia na całym świecie. Ten gość był stworzony do pracy, był po prostu materiałem na pracownika. 

Dziś ten sam facet rzucił wszystko. 

Otworzył drzwii klatki i ruszył w stronę schodów. Mógł skorzystać z windy, ale smród, który tam panował motywował go do wspinaczki na drugie piętro. Wdzięczny za kondycję, opierając się o ścianę i jednocześnie podciągając przy pomocy poręczy zmierzał w stronę mieszkania. Nie było ono niczym okazałym. Małe ciemne pomieszczenie pełne zdjęć, które kiedyś w młodości robił pożyczonym aparatem, a teraz powiesił na ścianie. Zdjęcia dumnie spoglądały w stronę wchodzącego. Jakby z żalem. Wszedł i zasnął.

Kiedy odzyskał w pełni świadomość siedział już na łóżku. Kilka chwil wcześniej wykonał karkołomny manewr podnoszenia się. Pierwszy raz, powoli ruszył w stronę łazienki. Dziwnie czuł się z tym nadmiarem czasu. Stanął pod prysznicem i odkręcił wodę. Spadała po jego ciele niczym po skałach wodospadu. Oparł się o ścianę i patrzył otępiałym wzrokiem w kafelki, które dawno już wymagały wymiany. Ogolił się i ruszył do kuchni.

- Jak się okazuje, jestem mistrzem jajecznicy – powiedział do siebie z uśmiechem i usiadł przy stole. Zajadał się tak, jakby było to śniadanie przygotowane na specjalną okazję w hotelu Burj Al Arab. Wstał i ruszył w stronę salonu, który spełniał zarazem funkcję sypialni. 

Na łóżku leżał globus. Robert dokładnie wiedział co się teraz wydarzy, jednak tak wiele myśli jednocześnie zaprzątało jego głowę, że nie był w stanie wykonać nawet jednego ruchu. Przypomniał sobie cel, który postanwił sobie zrealizować bardzo dawno temu. “chcę być Bogiem” – powiedział w myślach. Teraz gdy rzucił pracę a jego mała kawalerka wydawała się jeszcze bardziej ciasna zaczął myśleć o tym, jak niby do cholery ma to zrobić. W jednej chwili przypomniał sobie jednak fragment książki, która zainspirowała go do postawienia sobie takiego celu: “nie myśl o tym jak, myśl o tym co” 

Wziął do ręki globus. Ta mała piłka miała zadecydować o jego losie, sprawić, że będzie szczęśliwy lub zginie w męczarniach. Zkręcił i zatrzymał palec. Zatrzymał na oceanie atlantyckim. – No tak – powiedział, – tego książka nie mogła przewidzieć. Poczuł się nagle zmęczony. Popatrzył raz jeszcze na nieszczęsny globus i osunął się na łóżku.

Spał kilka godzin snem delikatnym nie znoszącym dźwięków. Powoli otworzył oczy i patrzył na dłoń, która wydawała się strzec mapy świata. Wyraźnie jeden palec ułożony był w zdecydowany sposób na globusie. Pierwsze co przyszło mu do głowy, było decyzją, która obudziła w nim nadzieję. – Robercie – oto twój nowy dom.

Zapamiętał nazwę państwa i ruszył dynamicznym krokiem do stołu chwytając po drodze teczkę z laptopem. Rozłożył go jednym ruchem. W okno wyszukiwarki wpisał nazwę państwa i zaczął czytać. Miejsce, które wybrał wydawało się tak tajemnicze, tak nierealne, że w pewnej chwili zaczęło go przerażać. Robert był jednak bardziej zdziwiony sobą niż państwem, sobą dlatego, że ledwo sprawdził w komputerze cóż to za miejsce będzie jego nowym domem, a już był w taksówce na lotnisko. 

Czy ktoś kiedyś policzył wszystkich, którzy włóczą się po lotniskach? Niesamowite ileż to osób codziennie wylatuje, wraca, odprowadza bądź wita znajomych. Lotnisko jest jak małe miasto, pełne sklepów, restauracji i ludzi pędzących by zdążyć gdzieś. 

Bezpośredniego lotu do państwa które wybrał nie było, czekało go kilkanaście godzin podróży. Gdy wsiadł do samolotu zaczął się bać. Pytania jak, gdzie i co wróciły z natężoną siłą. Panikował. Nie miał pojęcia czym jest to państwo, w którym postanowił spędzić resztę życia i jak sobie tam poradzi. Te kilka prospektów największych hoteli i developerów oraz notatka z najważniejszymi numerami telefonów teraz wydawała mu się kroplą w morzu potrzeb. 

- Daj spokój Robert – powiedział do siebie i założył słuchawki, by zmienić swój nastrój dzięki muzyce uspokajającej. Słuchał i myślał, choć wiedział, że tym razem myślenie nie jest jego sprzymierzeńcem.

Gdy wylądował usłyszał tylko jedno zdanie: “Welcome on the Chopin International Airport” 

 

cdn….

Historia człowieka, który kiedyś stał się Bogiem – cz1

Poniżej publikuję opowiadanie – przeczytajcie je bo jest piękną kontynuacją dla wpisu “spełnienie”

 

Stare budynki zwartym szykiem otaczały małą wijącą się między nimi niczym wstążka ulicę. Nic w niej wyjątkowego nie było – milion takich samych ulic w wielkim mieście się znajduje. Miasto także niczym nie różniące się od innych nie mogło ciekawostkami żadnymi do siebie przyciągać. 

Słońce nie było w stanie go obudzić. Wstał na dźwięk przerażającego budzika. Jak zwykle zbyt późno, jak zawsze spóźniony gwałtownym ruchem podniósł się z łóżka. Niemal biegiem zmierzał w stronę łazienki, z bólem standardowym dla pustego żołądka. Koszula, którą zakładał była po prostu czysta … z pewnością nie prasowana, z pewnością nie miał planów co do stroju zakładając ją kierował się tym by wykonać jak najmniej ruchów. 

W firmie był postacią znaną. Z pewnością był dobry w tym co robi, z pewnością ceniono go za pracowitość i kreatywność, ale ludzie, z którymi pracował uważali go za niepoczytalnego. Czasem szalał w swoim pokoju, mówiąc lub nawet krzycząc sam do siebie. Był tutaj jak okaz na wymarciu… Kochał swoją pracę, spełniał się w niej i za nic w świecie nie chciałby jej zmienić. Cenił sobie firmę oraz wartości, które jej działaniu przyświecały. Znał swoje miejsce i w ramach swoich obowiązków był ekspertem. Odpowiadał za kontakt ze strategicznymi Klientami korporacji, dzięki czemu na rynku uchodził za samokowity kąsek – także dla head hunterów, którzy dzwonili do niego częściej niż można to sobie wyobrazić. Wszedł do budynku, w którym spędził ostatnie trzy lata. Pokój do którego zmierzał znajdował się na czterdziestym drugim piętrze. Minął recepcję, wszedł do pokoju, usiadł przy biurku i rozpoczął codzienne przeglądanie maili. 

Robert, Mike woła Cię do siebie – rzuciła jedna z asystentek wchodząc bez pukania do pokoju.
Idę – mrknął pod nosem i wyszedł z pokoju.

Mike miał czterdzieści kilka lat i w branży był znaną postacią. Kierował działami projektów od kiedy w ogóle słowo projekt zaczęło funkcjonować. Niektórzy śmiali się, że w ogóle on je wymyślił.

Robert zapukał dwa razy i wszedł przez i tak uchylone drzwii.
Biuro Mike’a było jednym z tych biur, o których większość managerów może tylko pomarzyć. Piękne meble, które sam wybrał ukazywały jego charakter.
Dynamiczny i stanowczy szef, w korporacji która była obiektem marzeń.

Siadaj Robercie – powiedział z nie znoszącym sprzeciwu tonem.
Robert usiadł i z dość pewnym wyrazem twarzy spojrzał na swojego przełożonego. Nigdy się nie lubili. Nigdy też tego nie ukrywali. Funkcjonowali nie razem, a obok siebie już ponad trzy lata.  

co tam Mike? co się dzieje? – zapytał Robert, z miną zdradzającą, że sam już zaczął zastanawiać się nad odpowiedzią na to pytanie. Mike zdawał się nie słyszeć. Prawdopodobnie, nie słyszał naprawdę. Wiedział co chce powiedzieć i nie bardzo interesowało go co do powiedzenia ma Robert.

Robercie – zaczął, Jak myślisz, co jest najważniejsze w naszej pracy? – zanim Robert zdążył nabrać powietrza zrozumiał, że to nie było pytanie. Wiesz Robercie, że nasze wyniki w tym półroczu przekroczyły o ponad 12% plany, które zobie założyliśmy? Czy wiesz, że jesteśmy najdynamiczniej rozwijającą się korporacją w stanach? Jak myślisz Robercie… dlaczego? zapadła cisza.

Robert zastanawiał się jaki jest cel tej rozmowy i dlaczego szef mówi mu o rzeczach, które są jasne dla wszystkich pracujących w Y&C – największej w stanach i pewnie jednej z największych na świecie korporacji zajmującej się projektowaniem strategii marketingowych. 
Robert spojrzał na szefa, zamyślił się przez sekundę, po czym wstał i podszedł do okna. Widok, którym cieszył oczy był bajkowy. Patrzył z góry na mniejsze budynki, samochody i ludzi, którzy nieświadomi swojego celu pędzą przed siebie goniąc codzienność.

Mike, zaczął obserwując nadal niedościgniony punkt na horyzoncie, Mike dziś jest mój ostatni dzień. Nie zostanę w Y&C, oszczędź mi więc lekcji. Chociaż tyle chyba możesz dla mnie zrobić. 
Przełożony uśmiechnął się pod nosem.
Wiesz Robert, że nie dostaniesz żadnej pracy – żadnej. Nie pozwolę Ci odejść. Szczególnie w takim momencie – kiedy obaj możemy stanąć na szczycie. Nie tego chciałeś? Być panem świata? Odejście to Twój największy błąd.

Daj spokój Mike – powiedział z uśmiechem. Nie mam na to ochoty, ani czasu. Spojrzał na przełożonego i wyszedł. Dzień minął mu bardzo szybko. Jak nigdy… wszystko czego potrzebował załatwił dziś w mgieniu oka. Wszystko układało się po jego myśli. Ten dzień był piękny sam w sobie. 

Wracając zajrzał do ulubionego baru. Nie pił. Nie był też smakoszem. Po prostu raz na jakiś czas lubił napić się whiskey z wodą mineralną i dwoma kostkami lodu.

Najdziwniejsze jest to, że sam do końca nie wiedział czemu miesiąc temu złożīł wymówienie. Zachowywał się jednak w sposób sugerujący, że wie dokładnie co robi. Było wręcz odwrotnie. Nie miał zielonego pojęcia co robi. Znał jedynie swój cel. Wszystko, co miało nastąpić, było nieuniknione dla jego realizacji. Powtarzał to sobie przez ostatnie trzydzieści dni, nie rozumiejąc co to tak naprawdę znaczy. 

Mijał ludzi patrząc im w oczy. Zastanawiał się o czym myślą. Kim są. Próbował odgadywać ich imiona. Wracał do domu wiedząc, że ma w sobie tyle odwagi by zrealizować plan, który dopiero kilka dni temu zrodził się w jego głowie. Jeszcze tego wieczoru miał wybrać miejsce, które zawładnie jego życiem na zawsze…

cdn….

wrzesień 23, 2008

Spełnienie

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 4:22 pm
Tags: , , , , , , , , , ,

Skoro już masz marzenie, pewnie myślisz o tym, co zrobić by stało się ono rzeczywistością. Nic bardziej mylnego. Waża informacja – otrzymujesz nie to, czego chcesz, ale to na czym się koncentrujesz. Brzmii to nijak. Niby co to oznacza? Zabawa polega na tym, że nie ma tu wielkiej filozofii. Jest po prostu cel i sposób realizacji. Wszystko zależy tylko od tego, czy naprawdę chcesz i czy koncentrujesz się na celu. Jak się koncentrować? Najlepszy sposób jaki znam to … dziękowanie. Możesz udać choć na chwilę, że masz to co było obiektem Twoich marzeń? Zrób to! Mało tego, podziękuj za to, że już to masz.

Koncentruj się na radości z posiadania, a nie z problemów na które natykasz się podczas realizacji. Wyobraź sobie siebie i swój cel. Ciesz się i dziękuj już teraz. Brzmii banalnie? Może i tak, ale działa… Zabawa, bo tak potraktuj to co robisz polega na przyciągniu.

Powiedz … jak to jest, że biedna osoba, która ciągle rozpacza nad swoim stanem finansowym, mówi, że nie ma pieniędzy, że brakuje … nigdy nie wychodzi na prostą? … a jak to jest, że bardzo bogaci ludzie, zarabiają jeszcze więcej? … skąd biorą się genialne pomysły na milionowe interesy? Co … z nikąd? Z doświadczenia? Brednie …. Skup się na celu, a nie na sposobie w jaki go osiągniesz.

Jeśli bogaty wie, że ma dużo kasy, myśli o niej, wydaje ją, cieszy się stanem swojego konta… to w ten prosty sposób przyciąga do siebie gotówkę… martwiący się niedoborem biedak… przyciąga do siebie biedę. Ta prosta zasada spotyka nas na codzień… uśmiechając się do innych sprawiasz, że oni uśmiechają się do Ciebie …,

a pomysły … skąd się biorą… ile razy powiedzieliście… “dlaczego na to nie wpadłem, przecież to takie proste” … dlaczego? dlatego, że wpadł na nie człowiek o jasno sprecyzowanych celach. wiedział, że je osiągnie, codziennie dziękował za sukces, a pomysł pojawił się sam – wszechświat wygenerował sposób na realizację celów, które człowiek do siebie przyciągał na codzień….

Spróbuj mając swój cel pomyśleć o tym, że został osiągnięty. Zamknij oczy. Wyobraź to sobie. Zobacz siebie cieszącego się z realizacji celu. Potem otwórz oczy i wierz w to, że to co widziałeś… jest rzeczywistością… przyciągaj do siebie dobre rzeczy …

wrzesień 22, 2008

“Wstęp: Formuła”

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 1:30 pm
Tags: , , , , , , , , , ,

W poprzednim wpisie czytaliście o planowaniu przyszłości, planowaniu szczęścia. Najwyższa pora rozwinąć ten temat i zająć się nim na poważnie. 

Zdarzyło Ci się kiedyś mówić: “proszę tylko nie to, nie mogę oblać tego egzaminu” albo “proszę proszę obym nie zawalił tej rozmowy rekrutacyjnej” … i oczywiście działo się odwrotnie … ? Z pewnością tak. Zastanawiałeś się czemu tak jest, że jeśli bardzo tego nie chcesz i myślisz o tym jak temu zapobiec lub planujesz co ewentualnie zrobić by złagodzić konsekwencje jakiegoś wydarzenia to zawsze coś zprzysięga się przeciwko Tobie…  ? 

Zawsze ale to zawsze gdy będziesz myślał o tym co można stracić, bądź o tym, że nie chcesz stracić – stracisz. Pewne zależności kształtują świat według z góry ustalonych założeń. 

Na dziś mam tylko jedną prośbę. Spróbuj zastanowić się jak może wyglądać jutrzejszy dzień. Wyznacz sobie cel. Myśl o nim.

Słyszałeś takie powiedzenie, że wiara przenosi góry? Spróbuje udowodnić, że jest tak w rzeczywistości. Sprobujemy razem ustanowić reguły wizualizacji naszych marzeń. Oznaczymy nasze plany. Zobaczymy jak się je realizuje. Dla uspokojenia powiem Wam, że sam byłem bardzo sceptycznie nastawiony do planowania rzeczywistości, ale teraz wiem, że to działa i wiem jak. W ciągu ostatniego roku zrealizowałem kilka z marzeń, o których myślałem, że są poza moim zasięgiem – dziś wiem, że nie ma takiej rzeczy, której każy z nas nie mógłby posiadać – ot tak. 

Pomyśl o czym marzysz. Może to być coś zupełnie niesamowitego. Może to być cokolwiek.

wrzesień 19, 2008

part 2 – Po ile przyjaźń? oraz wstęp do planowania szczęścia

Ależ zamieszanie….. Poprzedni artykuł nie miał sugerować tego, że nie warto mieć przyjaciół… nie. Na ich posiadaniu opiera się nasze życie. Są super ważnym elementem naszej egzystencji. 

Najważniejszą sprawą jest poznanie definicji przyjaźni. To niesamowity błąd, gdy mówi się o osobie, którą po prostu lubimy “przyjaciel”. Troszkę zrozumienia…. jeśli będziemy codziennie powtarzać jakąś kwestię, stanie się ona dla nas mniej wartościowa. Prosty przykład…: jeśli każdej kobiecie bądź każdemu mężczyźnie na naszej drodze życiowej będziemy mówić “kocham Cię” … to czy to jest coś warte?  Czy da się kochać każdego z kim się jest? Jeśli kobieta, która mówiła swoim poprzednim 10 facetom, że ich kocha powie to nam – to czy zrobi to na nas takie samo wrażenia, jak słowa “kocham Cię” wypowiedziane przez kobietę poraz pierwszy? 

Czy jeśli każdy kolega i każda koleżanka zostaną nazwani przyjaciółmi – to nie zatrze się różnica między kolegą znajomym i przyjacielem? Czy widzicie różnicę? Ja widzę… 

Cóż jest wyjątkowego w przyjaźni, jeśli jest ona masowa? Przyjaźń to produkt luksusowy, a jeśli coś ma być luksusowe to nie może być masowe, to musi być ekskluzywne, nie dostępne dla wszystkich. Pamiętajmy o tym, by ważyć słowa, których używamy, jeśli nie będziemy tego robić – stracą swoją magiczną wartość.

 

(wstęp do planowania szczęścia)

Potraktuj przyjaźń i miłość i zaufanie i szczerość jak produkty. Potraktuj je tak. Zobaczysz jak zmienią one swój wizerunek w Twoich oczach. Wyobraź sobie, że są to marki, którymi zarządzasz. Zdecyduj się na grupę celową dla tych produktów, zaplanuj sobie jak chcesz je komunikować. Wymyśl i przygotuj strategię dla realizacji postawionych przez każdym z produktów celów. Może ktoś powie, że to trochę nie ludzkie… Jednak popatrz ile razy zostałaś zawiedziona ? Ile razy stanąłeś przed lustrem i powiedziałeś: “stary nie potrzebnie to zrobiłeś” … chcesz wystrzegać się takich błędów… zacznij planować. 

Postaraj się budzić z myślą “dziękuję za ten dzień” … zanim go przeżyjesz. Ciesz się nim, planuj wszystkie wspaniałe chwile i dziękuj za nie zanim się staną rzeczywistością. Przyciągaj swoimi myślami dobre rzeczy. Jeśli w coś wierzysz, ale nie mówisz sobie, że wierzysz tylko naprawdę tak jest … zrealizujesz marzenia. Nie ma ograniczeń – świat stoi otworem i jeśli zajmiesz się tym, co dobre – to co dobre przyjdzie do Ciebie

wrzesień 15, 2008

wideło, czyli jak pokazać, że jest się nowoczesnym

Jakie to modne. WPtv pojawiło się niedawno jako kanał youtube. wow. Pojawił się także kanał banku ING. Pomyślałem, że możnaby się zastanowić nad wartością takich działań. W przypadku banku ING uważam to za dobre rozwiązanie ponieważ fajnie gdy bank potrafi się pokazać od luźnej strony, bo młody target nie koniecznie uwielbia krawaty i niebieskie koszule z białymi kołnierzykami. Potrzebują oni banku przyjaznego, otwartego, “wyposażonego w siły robocze” potrafiące ludzkim językiem (nie finansowym) przekazać informacje o benefitach płynących z prawodzenia rachunku tu, a nie gdzie indziej. Bank ING w Polsce działa odważnie – to cieszy. Szczególnie w internecie, gdzie ludzie weryfikują wszelkie zasłyszne informacje oraz mają możliwość krytykowania – bez wystawiania się na krytykę… ah ta anonimowość. ING pod tym względem działa świetnie i mam nadzieję, że szanowni planujący będą nadal trzmali wysoki poziom działań w sieci. Chociaż w Polsce i tak działają delikatnie…. co innego na świecie… http://www.i-needtogo.com/ – ciekaw jestem kiedy w taki otwarty sposób będą się promowały banki w Polsce.

Co innego WPtv. … poszukuję odpowiedzi na pytanie: Po cholerę? Szef projektu WPtv mówi, że “Liczymy na to, że współpraca z YouTube przyczyni się do umocnienia świadomości brandu WPtv wśród polskich internautów” … serio ? a nie przyczyni się to działanie przede wszystkim to umocnienia świadomości brandu “youtube” ? tylko po co umacniać coś co jest najmocniejsze ) ? jeśli o mnie chodzi to takie działanie mówi jedynie: “my nie jesteśmy fajni, ale staniemy obok kogoś fajnego i może wtedy też się tacy staniemy”. Zamiast umacniać swoją pozycję przyczyniacie się do utrwalenia w świadmości internautów: “nie wchodźcie na seriws wptv wejdźcie na youtube i tam ewentualnie zobaczcie czy jest coś nowego / ciekawego.” 

dużo się dzieje w strefie wideo. Interaktywne, kastomizowene sekwencje, które mają urozmaicić naszą obecność w siecie są szansą dla wielu brandów, ale są też zagrożeniem. To trochę chyba jak ze wszystkim, w odpowiednich rękach stanowi wartość, a w nie odpowiednich doprowadza do żenujących aktywności tłumaczonych niezrozumiałymi sformułowaniami wyciągniętymi żywcem wprost ze słownika wyrazów trudnych dziwnych i ciekawych.

 

zaczerpnięte z http://w4oczy.wordpress.com

dzień dobry. Po ile przyjaźń ?

Mijając ulice z prędkością światła oglądałem kolejne wystawy. Co knajpa, co restauracja, co przecznica spotykałem najróżniejsze możliwości zakupowe. Przyjaciele wizerunkowo, przyjaciele finansowo. Z kim warto rozmawiać, a z kim lepiej się nie pokazywać. Kto jest fajny, kto potrzebny? 

Polska to kraj aktorów. 

Poznajesz kogoś, poświęcasz tej osobie swój czas i zainteresowanie. Dajesz z siebie dużo. Interesujesz się jej problemami. Rozmawiasz, radzisz, pocieszasz. Pomagasz. Widzisz w niej przyjaciela. Cieszysz się, bo przyjaźń to żadkie uczucie. 

Nagle, okazuje się, że Twój przyjaciel ma ważniejsze rzeczy niż kontakt z Tobą. Kontaktuje się z Twoimi kolegami, z którymi go poznałeś żeby załatwić sobie potrzebne rzeczy – z Tobą jakoś już kontaktować się nie potrzebuje. Kategoryzacja – przyjaciele ważni i przyjaciele potrzebni to dziś normalka. 

Wiesz kim jesteś? Czy wiesz tak naprawdę kim są ludzie, którzy Cię otaczają? Czy byliby obok Ciebie niezależnie od własnych interesów? Czy poświęciliby dla Ciebie swoje nerwy? Czy zrobiliby to wszystko – nie otrzymując niczego w zamian? 

Czasem wydaje Ci się, że jesteś wysoko. Czasem myślisz, że jesteś ważny. Posłuchaj… nie jesteś ani wysoko, ani nie jesteś nikim istotnym. Ważnym jest się dla przyjaciół. Nie dla przypadkowych osób kręcących się obok. Czas weryfikuje Twoje spostrzeżenia. 

Gdy nagle obudzisz się i zrozumiesz, że źle ustawiłeś priortety, gdy zrozumiesz, że straciłeś to co miało wartość, a zyskałeś to co nic nie znaczy… będzie już za późno. 

Nie jest przyjacielem ten kto może Ci pomóc. Nie jest przyjacielem ten, którego możesz wykorzystać we własnych celach. To nie jest Twój przyjaciel – to Twój pomocnik. 

Przyjaciel to zbyt trudne słowo – szkoda go nadużywać, gdy się go nie rozumie. 

najgorszym jest świętować sukces wśród statystów, których oceniasz jako przyjaciół, bo wtedy porażki będziesz przeżywał samotnie.

Blog na WordPress.com.