pisane słowem – Marek Stankiewicz

wrzesień 25, 2008

Historia człowieka, który kiedyś stał się Bogiem – cz1

Poniżej publikuję opowiadanie – przeczytajcie je bo jest piękną kontynuacją dla wpisu “spełnienie”

 

Stare budynki zwartym szykiem otaczały małą wijącą się między nimi niczym wstążka ulicę. Nic w niej wyjątkowego nie było – milion takich samych ulic w wielkim mieście się znajduje. Miasto także niczym nie różniące się od innych nie mogło ciekawostkami żadnymi do siebie przyciągać. 

Słońce nie było w stanie go obudzić. Wstał na dźwięk przerażającego budzika. Jak zwykle zbyt późno, jak zawsze spóźniony gwałtownym ruchem podniósł się z łóżka. Niemal biegiem zmierzał w stronę łazienki, z bólem standardowym dla pustego żołądka. Koszula, którą zakładał była po prostu czysta … z pewnością nie prasowana, z pewnością nie miał planów co do stroju zakładając ją kierował się tym by wykonać jak najmniej ruchów. 

W firmie był postacią znaną. Z pewnością był dobry w tym co robi, z pewnością ceniono go za pracowitość i kreatywność, ale ludzie, z którymi pracował uważali go za niepoczytalnego. Czasem szalał w swoim pokoju, mówiąc lub nawet krzycząc sam do siebie. Był tutaj jak okaz na wymarciu… Kochał swoją pracę, spełniał się w niej i za nic w świecie nie chciałby jej zmienić. Cenił sobie firmę oraz wartości, które jej działaniu przyświecały. Znał swoje miejsce i w ramach swoich obowiązków był ekspertem. Odpowiadał za kontakt ze strategicznymi Klientami korporacji, dzięki czemu na rynku uchodził za samokowity kąsek – także dla head hunterów, którzy dzwonili do niego częściej niż można to sobie wyobrazić. Wszedł do budynku, w którym spędził ostatnie trzy lata. Pokój do którego zmierzał znajdował się na czterdziestym drugim piętrze. Minął recepcję, wszedł do pokoju, usiadł przy biurku i rozpoczął codzienne przeglądanie maili. 

Robert, Mike woła Cię do siebie – rzuciła jedna z asystentek wchodząc bez pukania do pokoju.
Idę – mrknął pod nosem i wyszedł z pokoju.

Mike miał czterdzieści kilka lat i w branży był znaną postacią. Kierował działami projektów od kiedy w ogóle słowo projekt zaczęło funkcjonować. Niektórzy śmiali się, że w ogóle on je wymyślił.

Robert zapukał dwa razy i wszedł przez i tak uchylone drzwii.
Biuro Mike’a było jednym z tych biur, o których większość managerów może tylko pomarzyć. Piękne meble, które sam wybrał ukazywały jego charakter.
Dynamiczny i stanowczy szef, w korporacji która była obiektem marzeń.

Siadaj Robercie – powiedział z nie znoszącym sprzeciwu tonem.
Robert usiadł i z dość pewnym wyrazem twarzy spojrzał na swojego przełożonego. Nigdy się nie lubili. Nigdy też tego nie ukrywali. Funkcjonowali nie razem, a obok siebie już ponad trzy lata.  

co tam Mike? co się dzieje? – zapytał Robert, z miną zdradzającą, że sam już zaczął zastanawiać się nad odpowiedzią na to pytanie. Mike zdawał się nie słyszeć. Prawdopodobnie, nie słyszał naprawdę. Wiedział co chce powiedzieć i nie bardzo interesowało go co do powiedzenia ma Robert.

Robercie – zaczął, Jak myślisz, co jest najważniejsze w naszej pracy? – zanim Robert zdążył nabrać powietrza zrozumiał, że to nie było pytanie. Wiesz Robercie, że nasze wyniki w tym półroczu przekroczyły o ponad 12% plany, które zobie założyliśmy? Czy wiesz, że jesteśmy najdynamiczniej rozwijającą się korporacją w stanach? Jak myślisz Robercie… dlaczego? zapadła cisza.

Robert zastanawiał się jaki jest cel tej rozmowy i dlaczego szef mówi mu o rzeczach, które są jasne dla wszystkich pracujących w Y&C – największej w stanach i pewnie jednej z największych na świecie korporacji zajmującej się projektowaniem strategii marketingowych. 
Robert spojrzał na szefa, zamyślił się przez sekundę, po czym wstał i podszedł do okna. Widok, którym cieszył oczy był bajkowy. Patrzył z góry na mniejsze budynki, samochody i ludzi, którzy nieświadomi swojego celu pędzą przed siebie goniąc codzienność.

Mike, zaczął obserwując nadal niedościgniony punkt na horyzoncie, Mike dziś jest mój ostatni dzień. Nie zostanę w Y&C, oszczędź mi więc lekcji. Chociaż tyle chyba możesz dla mnie zrobić. 
Przełożony uśmiechnął się pod nosem.
Wiesz Robert, że nie dostaniesz żadnej pracy – żadnej. Nie pozwolę Ci odejść. Szczególnie w takim momencie – kiedy obaj możemy stanąć na szczycie. Nie tego chciałeś? Być panem świata? Odejście to Twój największy błąd.

Daj spokój Mike – powiedział z uśmiechem. Nie mam na to ochoty, ani czasu. Spojrzał na przełożonego i wyszedł. Dzień minął mu bardzo szybko. Jak nigdy… wszystko czego potrzebował załatwił dziś w mgieniu oka. Wszystko układało się po jego myśli. Ten dzień był piękny sam w sobie. 

Wracając zajrzał do ulubionego baru. Nie pił. Nie był też smakoszem. Po prostu raz na jakiś czas lubił napić się whiskey z wodą mineralną i dwoma kostkami lodu.

Najdziwniejsze jest to, że sam do końca nie wiedział czemu miesiąc temu złożīł wymówienie. Zachowywał się jednak w sposób sugerujący, że wie dokładnie co robi. Było wręcz odwrotnie. Nie miał zielonego pojęcia co robi. Znał jedynie swój cel. Wszystko, co miało nastąpić, było nieuniknione dla jego realizacji. Powtarzał to sobie przez ostatnie trzydzieści dni, nie rozumiejąc co to tak naprawdę znaczy. 

Mijał ludzi patrząc im w oczy. Zastanawiał się o czym myślą. Kim są. Próbował odgadywać ich imiona. Wracał do domu wiedząc, że ma w sobie tyle odwagi by zrealizować plan, który dopiero kilka dni temu zrodził się w jego głowie. Jeszcze tego wieczoru miał wybrać miejsce, które zawładnie jego życiem na zawsze…

cdn….

maj 30, 2008

powiedz stop wariatom życiowym

Gdzie pędzę ? Niesamowicie dziwnie brzmi to pytanie…
Jesteś w liceum uczysz się, nabierasz doświadczenia w przyswajaniu wiedzy. Idziesz na studia znając kierunek swoich zainteresowań. Starasz się mieć jak najlepsze wyniki w nauce…

Bronisz się … brawo

Zaczynasz pracę. Okazuje się, że wiedza nabyta na studiach różni się niesamowicie od teorii wykładanej na uczelni. Okazuje się, że znowu trzeba się uczyć. Uczysz się. Poznajesz kolejne zagadnienia. Wolny czas poświęcasz na studiowanie materiałów związanych z pracą. Zdobywasz wiedzę równocześnie bogacisz się w doświadczenia. Awansujesz … brawo.
Pamiętasz jak niedawno byłeś asystentem? Wczoraj cieszyłeś się z awansu w agencji, dziś jesteś już managerem w korporacji. Pędzisz.

Stop.

Pamiętasz ostatnie 5 lat? Pewnie, że pamiętam. Zrobiłem niesamowity projekt – STOP!

Pytam czy pamiętasz ostatnie pięć lat?!! Pamiętasz jak się poznaliśmy? Jak byłam ubrana?
Co mówiłam? Pamiętasz, co mi obiecałeś na pierwszych wspólnych wakacjach? Pamiętasz, co dałeś mi w prezencie na gwiazdkę?

Gdzie pędzisz?

Z roku na rok, na Twoim koncie co miesiąc jest więcej. Pensje, bonusy, nagrody. Szkolenia, warsztaty, konferencje. Jaką część ostatnich 43 800 godzin zajęła Ci praca? Gdzie wydałeś swoją kasę? Kiedy cieszysz się pensją? Pamiętasz prezent jaki kupiłeś? Pamiętasz … jak się zastanowisz przypomnisz sobie ile na niego wydałeś…, ale spróbuj sobie przypomnieć co Tobą kierowało podczas zakupów…

Stop.

Praca to wspaniała rzecz. To możliwości i szanse. To zwycięstwa i porażki, ale żeby odnaleźć się w tej iluzji musisz zrozumieć wokół czego kręci się świat. Wokół pracy? Wokół pieniędzy? Władzy?

Może warto się zatrzymać. Zastanowić się czy będziesz miał na kogo wydać te pieniądze. Czy będziesz miał komu sprawić nimi prawdziwą radość? Na czyjej twarzy swoją obecnością wywołasz szczery uśmiech…

Stop.

Właściwie to start … tylko może nie pędź najszybciej jak potrafisz, w życiu też obowiązuje ograniczenie prędkości.

styczeń 27, 2008

wstęp do budowania wizerunku…

Zaszufladkowany do: Multimedia Nowe Technologie i Wizerunkowo - Komunikacyj — marekstankiewicz @ 11:38 am
Tags: , , , , ,

Jakie to piękne, te olbrzymie korporacje zatrudniające setki i tysiące osób w Polsce doszły do wniosku, że warto by każdy pojedynczy konsument czy usługobiorca miał o nich dobre zdanie. Ja wiem, oczywiście nie doszły do takiego wniosku dziś czy wczoraj, ale czasem działania wykonywane w celu budowania wizerunku wyglądają tak jakby ich twórcy doświadczenie w ich kreowaniu i wdrażaniu mieli góra kilkudniowe.

Wrócę do tematu budowania wizerunku spółek w kolejnym wpisie, dziś natomiast chciałem się razem z Państwem zastanowić nad zasadnością jednego konkretnego działania wizerunkowego, którego przykłady możemy obserwować jeszcze dziś.

Wszyscy łączą się w smutku po ostatniej tragedii. Nie ma się co dziwić, zginęli ludzie, zginęli w sposób tragiczny. Oczywiście wszyscy pokazują jak bardzo współczują ofiarom i ich rodzinom. Zrozumiałe. Czy rzeczywiście ? Proszę mi powiedzieć co by się stało gdyby, któraś telewizja nie oznaczyła emisji znakiem żałoby ? Co stałoby się gdyby któryś portal internetowy nie zmienił szaty graficznej na B&W ?

Ścigajmy się w tym która lista kondolencyjna będzie dłuższa, ścigajmy się kto będzie miał najlepszą oglądalność podczas bloku reklamowego z którego dochód przekażemy na rodziny ofiar. Zróbmy to zróbmy tamto.

To wszystko piękne. Właściwie takie działania opisuję najczęściej słowem, którego nie znoszę ponieważ nic dla mnie nie znaczy … „fajne” – fajnie więc, że spółki podejmują takie działania.

…tylko, że każdego dnia ginie na naszych drogach, bardziej lub mniej dziurawych, w bramach, na dworcach tak wiele osób. Codziennie umierają bezdomni, codziennie mają miejsce najróżniejsze wypadki giną źli ludzie, dobrzy – wszyscy bez różnicy. Czasem pewnie ginie ich w całej Polsce więcej niż 20 jednego dnia. Żałoby jednak wtedy nie ma. Żałoba nie jest ogłaszana mimo, że ludzie giną w takich samych lub jeszcze bardziej tragicznych warunkach. Spółki nie prześcigają się w informowaniu opinii publicznej jak bardzo pomogą rodzinom, nie ma tego całego blasku i atmosfery współczucia.

To wszystko po to, by później ktoś powiedział: „stacja x jest fajna zarobiła tyle i tyle dla poszkodowanych”, „spółka y jest super zrobiła tyle i tyle” Modnie jest bowiem sponsorować tragedie grupowe. Każdy jednak tragedie odczuwa indywidualnie, Kowalska będzie miała tragedię i żałobę narodową gdy zginie Kowalski – niezależnie od tego czy był dobrym mężem czy złym, czy był w grupie celowej takiego czy takiego brandu.

Wielkie autorytety i spece od wizerunku nie powinni zapominać, że ludzie są coraz lepiej zorientowani w rynku, że teorie, definicje i inne ciekawostki, których uczono ich na studiach są już przeterminowane. Kolejne pokolenia Polaków to coraz bardziej inteligentna i doskonale logicznie myśląca grupa ludzi. To koniec czasów gdy wystarczyło margarynę zmienić w masło gdy okazało się, że od margaryny to serce wcale tak jak dzwon nie jest …
Polacy to już nie grupa prostych ludzi którymi manipulować można w dowolny sposób, korzystając z podręcznika „naucz się manipulacji w weekend”.

Ja oczywiście łączę się także w bólu z rodzinami tych, którzy zginęli w katastrofie i tych, którzy zginęli, a zupełnie o tym nie wiemy.

Chciałem dzisiejszy wpis potraktować jako wstęp do tematu budowania wizerunku,

pozdrawiam i zapraszam

Blog na WordPress.com.