pisane słowem – Marek Stankiewicz

grudzień 11, 2008

Między słowami

kiedyś myślałam, że zabraknie mi
sił, by wstać i przenieść ostatnią cegłę
do twierdzy bezpiecznej, marzeń moich
strzegącej przed kroplami rzeczywistości

niczym robot w tą i w tamtą stronę
przemieszczając się z ogromną
prędkością, przenosiłam sekundy
na ramionach wiatru

nim jedno słowo Twoje zderzyło
się z twierdzy mej potęgą, przeniosłam
kolejną ceglę na rękach nieufności,
nie spuszczając z Ciebie wzroku

uderzyłeś z wielką siłą przebijając
się oknem zaufania, musiałam ratować
się ucieczką pomiędzy rozbitymi pomnikami
naszych wspomnień, by o Tobie nie pamiętać

… by o Tobie zapomnieć
i schronić się w twierdzy, gdzie trzymam me serce

grudzień 5, 2008

nowe teksty

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 11:18 am
Tags: , , , , , , , , , , , , ,

Od dziś będę publikował wiersze okolicznościowe.

Jeśli macie jakiś temat, chcecie żebym napisał wiersz dla Was to piszcie ;) 

pozdr,

marek

grudzień 3, 2008

tra la la la / miłosne zagwostki

słowami wiatru opowiedziałaś
mi bajkę. piękną radosną jak
pieśni weselne. chciałaś napisać mi list o miłości
napisałaś niewiele

słow nam brakuje by opisać emocje.
nie ma ich tyle co impulsów i myśli.
chciałem by wieszcz opisał co czuję
lecz nic nie wymyślił

a może miłość to wielka ściema
psikus chemików, zabawa mózgiem
nie wiem co znaczy zew feromonów
a mimo to Ciebie wciąż czuję

tak inni i różni od siebie bardzo
czerń i biel stojący na przeciw siebie
marzą o jednej wspólnej historii
czy im się uda – nie wiem

listopad 7, 2008

kto opowie tą historię

czy ktoś opowie moją historię? gdy zniknę
jak opowiedzą moją historię? gdy przestanę
być jak odpowiem na wszystkie pytanie, które
zostaną zadane? cenisz przyjaźń ? słyszysz mnie
hej słyszysz?! nie …

czuję, że szliśmy w dobrą stronę cały
czas. kto uratuje teraz moją duszę? kto
zrozumie, że czuję się jak ktoś inny? kto
będzie w stanie złapać upadającego anioła
gdy podłożę mu nogę? 

jak to możliwe, że żyłem w mroku. od czasu
gdy otworzyłem oczy minęło tyle już lat. minęło
minut tak wiele. wiem że świat nie funkcjonuje
tak jak byśmy chcieli, ale nie pozwól
by smutek połamał ci drabinkę miłości …

wspinaj się..

listopad 4, 2008

miłość do misia

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 4:46 pm
Tags: , , , , , , ,

a gdybym tak zginęła na zawsze? w tym kącie
zapomniana… gdyby tak nikt znaleźć mnie
nie potrafił. czy szukałbyś mnie? czy czas
byś poświęcił by dowiedzieć się gdzie
straciłam orientację?

kiedyś tuliłeś mnie mocno pamiętasz?
że ty i ja sugerowałeś. mówiłeś
mi słowa które są wielkie. nie
zapomniałam ich nawet teraz
gdy w kącie samotnie obumieram

łzami samotności opieram się 
śmierci. choć miłość we mnie
umarła dawno. przecież mogłeś
mi wtedy powiedzieć, że jestem
dla ciebie tylko zabawką.

listopad 3, 2008

zapominamy.

zapominamy. tak wiele słów. tak niewiele
osób szczerych. a my zapominamy. znowu
znikają kolejni w rozdziałach zamkniętych.
dawno zamkniętych. chcę odtworzyć
przeszłość. zapomniałem jak.

znikają. zapominamy. przeszłość przelewa
się między palcami. nie przeliczysz na minuty
tego co zniknęło w jedną chwilę. cisza zapadła
w mgnieniu oka. policzysz sekundy od teraz
do wieczności. czy zapomnisz gdzie Twoje miejsce?

skupienie. pozwoli zasnąć czy zarazi
samotnością? nie zrozumiesz tych co
myśli skradli bezsenności. słowa narysowali
ciszą, by opowiedzieć o przeszłości.  zapomnieli
o nas i zostaliśmy ze sobą sami.

październik 30, 2008

wiersz miłosny

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 4:48 pm
Tags: , , , , , , , ,

marzę, że kiedy oczy otworzę, 
ciebie zobaczę w zgiełku poranka, 
ciebie szczęśliwą, ciebie radosną,
ubraną w mgiełkę sennej przygody

nieokiełznane siły natury 
pozwolą spojrzeć bezkarnie w ochłań
zapomnieć wczoraj, by mieć znowu dzisiaj
prawdziwą miłość wolną od świata

nikt nie potrafi powiedzieć więcej
opisać słowem serca poczynań
chciałbym zrozumieć język Twej duszy
tłumaczyć go rano moimi oczyma

tonąc w objęciach twych i powietrza
nie rozumiejąc dławiącej trwogi
wiem, że zostaniesz tu obok dzisiaj
czemu byś miała się zbierać do drogi

od zawsze tutaj w tym właśnie miejscu
radość i smutek się łączyć będą
byłaś tu zawsze nie odchodź zostań
złączona ze mną miłości wstęgą

banały codzień mżawką spadają
chcąc bezpodstawenie spłaszczyć nam życie
ja wierzę w głębię, ocean słowa
miłość to deficytowy towar.

październik 29, 2008

przejście dla pieszych

Zaszufladkowany do: 1 — marekstankiewicz @ 9:36 am
Tags: , , , , , , , , , , ,

dwadzieścia pięć lat czerwonego światła. pieprzone
przejście dla pieszych.stałam tam, wpatrując się
w idealnych ludzi pędzących za szczęściem. Na moment 
zamroziłam ich uśmiechem mojego obiektywu.

ruszyli ponownie. uwolnieni z uścisku. pędzili. stałam
tam nadal. nie czując już nic zupełnie. niespodziewanie poczułam
ten zapach i zapomniałam wszystko. zgubiłam reguły
tworzone przez trzysta ostatnich miesięcy.

nieznajome oczy odnalazły mnie wśród przechodniów. a ja
nie chciałam być przechodniem tylko. nieznajome ramiona
sprawiły, że zapomniałam o jutrze. sześćset minut picia kawy
zamieniłam w  zauroczenie.

modlę się by nie zapaliło się zielone. nie chcę
teraz byś ruszył na drugą stronę. zginął wśród
innych ludzi podobnych Tobie, goniących 
za szczęściem po drugiej stronie.

październik 28, 2008

obietnica

stan silnego pragnienia. konkretny i dynamiczny.
miód na zmęczone ciało. pojawił się nagle
równocześnie z bólem brzucha. nie wiedziałem
dlaczego niepoliczalne dwieście mgnień oka
przeminęło w chwilę.

jedno drugie i trzecie wypowiedziane dawno,
pojawiło się nagle z radością klaszcząc w dłonie.
gdy prawdą jest słowo – życie kolor zmienia. gdy myślę
o niej smutek przejmuje kontrolę. gdy myślę
o niej zasypiam

sto dziewięćdziesiąt dziewięć i dwieście.
oto jesteś. prawdziwa. uzasadniona.
jedyna. szczera. długo oczekiwana. spontaniczna.
właściwa. przemyślana. dająca nadzieję na lepsze juto.
oto jesteś. spełniona. witaj obietnico.

październik 21, 2008

wycieczka ze szczęściem w tle

szczęście. dziś. jutro. zawsze. szczęście nieoczekiwane. chciałbym powiedzieć – widzę, nie widzę jednak wcale. szczęście. gdzie jesteś. oczami wyobraźni narysowane delikatnie. słowami w ciszy wypowiedzianymi zaistniej. szept. słyszysz? słyszysz. wszechogarniająca siła skierowana do wewnątrz. samotna wśród miliona innych. każda popycha nas. każda. nie chcę przewrócić się popchnięty szeptem tym. chcę iść. rozpędu nabrać. witaj dniu światła. witam go. witaj. korytarzami rzeczywistości spacerowałem. kroki. głosy w zakamarkach. cisza. spokój. postaci niewiarygodnie chude pomiędzy blokami w szatach porwanych. kim są. są oni tu. są. widziałem strach gdy biegł szukając swojej siostry – samotności. nie było mnie tam. w myślach się ukryłem pod obłokiem kreatwności spałem. spojrzenie. w dół patrzę. schodzę. widzę znowu to samo miasto zbudowane na obietnicach. nie było mnie ostatnio. zniknąłem. strach oprowadzał mnie po mieście. zgubiłem go ze szczęściem.

październik 20, 2008

boli

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 2:38 pm
Tags: , , , , , , , , , , ,

chciałbym. co z tego. nie mam sił by dalej być. wczoraj myślałem, że mam nadal. stałem zmęczony patrząc pod nogi, a podłoga odbijała smutne światło lampy. nie widzieliście mnie. znowu. wściekłość. chciałem krzyknąć. nie wiedziałem co mam krzyczeć. boli mnie czasem. boli. gdy myślę, że jutro nadejdzie boli. gdy myślę, że nie nadejdzie kiedyś. boli. myślę. chciałbym znowu czuć. śmiech. radość. chciałbym wstać, a ciągle upadam. nie potrafię inaczej. wczoraj znowu patrzyłem w podłogę z przerażeniem. strach. światło lampy odbijane przez podłogę raziło w oczy. boli. nie mogę iść. rozwijać się. chcę nadal. chcielibyście to widzieć. to śmieszne. to żart. to prawda. smutek. boli znowu. chciałbym się uśmiechać. chciałbym mieć radość. nie mam. znowu upadłem. jak leżę twarzą do ziemi to nic nie widzę. zawsze upadam na twarz. boli wtedy. zawsze upadam gdy myślę, że stoję pewnie. chciałbym nie widzieć. nie słyszeć. być bym chciał. inaczej.

październik 17, 2008

chwila zastanowienia

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 7:30 am
Tags: , , , , , ,

siedziałem w towarzystwie mgły  w salonie, gdzie już dawno obiecałem sobie nie palić. nachodziły mnie myśli, które ciężko jest opowiedzieć. ważne, że krążyły one wokół przyszłości. czasem się jej boję. czasem zastanawiam się co będzie gdy świat wokół przestanie uśmiechać się do mnie zniewalającym uśmiechem. jaki mam plan awaryjny. czy będę potrafił się podnieść, gdy upadnę tak nisko, że pod moim bezwładnym ciałem będzie tylko skalista podłoga. nie wiem dlaczego wieczory generują w moim mózgu potrzebę zastanawiania się nad przyszłością. czy strach jest motywujący? jeśli tak, to do czego mnie motywuje. nie chcę ograniczony jego działaniem tracić szans i możliwości. zachowawczo działać. nie chcę. może to nie wieczór. mgła w połączeniu z papierosami prowokują do patrzenia w przestrzeń wypełnioną brudnymi ulicami. czy macie pewność, że wszystko zawsze będzie układało się po Waszej myśli? ja nie mam. życie weryfikuje plany i założenia. każdy dzień jest do pewnego stopnia niespodzianką i niestety niezależnie od tego jak bardzo chcielibyśmy się przygotować – nie jesteśmy w stanie

październik 9, 2008

wiersz o kupie na kanapce

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 3:19 pm
Tags: , , , , , , , , , ,

mieczem bo czymże walczyć mogę? 
słowa i ogień co drzemie w słowie
glos szczęścia co zabił milczenie
jest radość i szczęście i lśnienie jest

to nie miecz to nóż tylko
nie ogień to lecz lód o pomyłko
krzyczy szczęśliwy z wewnątrz mnie głos 
i światło jest lśnienie i radość i dość

nożem w lodówce grzebię tym nożem
zimno i masło kamieniem się stało
cieszy mnie jednak choć jest jej za mało
szynka co nie spleśniała i jej zostało

ser zarzygany pleśnią za euro
sałatka z kurczaka i pędy się schodzą
zrobić kanpkę to wojna i o zgrozo
pomidory na dole nie wiem czemu się chłodzą

a masło jest twarde i śmierdzi straszliwie
a ser zjem tym nożem bez masła
właściwie sram na kanapkę – tak!! –  to Marek woła
sram znaczy to raczej jest metafora

przecież ten ser tym nożem normalnie kroję
bawię się w maśle nieznanych kształtów
spleśniała szynka  z mielonym pieprzem
ja tu chęć kreowania smaków wietrzę

a może tym nożem zamiast w ser ten
w człowieka nóż normalnie nichcący wetknę
wypuści sok jak pomidor przecięty
padnie wygięty na podłodę niczym ta szynka 

leżeć tak będzie aż pleśń go obrzyga
a ja się śmiać będę z tej śmierci – to przyznam
chyba, że to nie szynka – to nie jest do śmiechu
nożem chamstwa nie zabiję w człowieku

ta kupa to chamstwo
a śmierć kres jej oznacza
chciałbym by prawda prawdziwsza niźli
złe słowa co niszczą przyjaźń wśród bliźnich
zwyciężyła!  ooo dobro wygrywa!! – światło jest jego znakiem
…. a ja mogę normalnie zrobić sobie kanapkę.

październik 6, 2008

Historia człowieka, który stał się Bogiem / wyjaśnienie

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 2:51 pm
Tags: , , , , , , , , , ,

Jeśli chcesz poznać dalszą część przygód Roberta – powiedz mi o tym. Chwilowo kolejne części pozostaną nieopublikowane.

wrzesień 29, 2008

Historia człowieka, który kiedyś stał się Bogiem – cz3

Welcome – pomyślał Robert i podniósł się z miejsca. Pogoda była dość ładna, dlatego poczuł przypływ radości. Rozejrzał się jeszcze zanim wsiadł na pokład autobusu. 
- Jaki to śmieszny język – pomyślał. Czekając na bagaż obserwował ludzi i zastanawiał się jak odnajdzie się w ich świecie. Po chwili zobaczył swoją walizkę i ruszył w stronę wyjścia. Terminal nie był zbyt duży, nie miał więc obaw, że straci orientację. Gdy wyszedł z budynku zobaczył potężną kolejkę. Jak się szybko zorientował, podróżni czekali tu na taksówki.
- Niesamowite – pomyślał. Już chciał stanąć na jej końcu, gdy przypomniał sobie, że nie wymienił pieniędzy. Wrócił więc do budynku w poszukiwaniu kantoru. Zobaczył wyraz w znajomym języku po czym podszedł zadowolony do okienka. Powiedział, że chciałby wymienić pieniądze. Pani popatrzyła na niego z dziwnym wyrazem twarzy. Mimo, że napis nad jej głową był po angielsku ona nie miała zielonego pojęcia na temat posługiwania się językiem angielskim. Wyjął więc 1000 $ i pokazał pracownicy kantoru. Pani uśmiechnęła się po czym wymieniła pieniądze na ojczystą walutę.

Robert wrócił na postój taksówek. – Spędzę tu pewnie całą noc zanim przyjdzie moja kolej – pomyślał. W pewnej chwili podszedł do niego jakiś mężczyzna i zaczął coś mówić. Robert powiedział, że nic nie rozumie i że mówi tylko po angielsku. “No problem. English ok” powiedział nieznajomy po czym uśmiechnął się i powiedział: “Taxi?” Robert ucieszył się skinął głową i ruszył za nieznajomym. Był szczęściarzem, ominęła go niesamowicie długa kolejka. Nieznajomy taksówkę miał dość daleko od terminalu, ale Roberta to nie interesowało. Gdy doszli do samochodu Pan z uśmiechem włożył jego bagaż do bagażnika i spojrzał wymownie oczekując na dalsze wytyczne.
- Hotel Intercontinental – powiedział Robert, na co Pan zareagował uśmiechem i ponownie uraczył go miłym “No problem”. Podróż do hotelu była świetnym momentem by pierwszy raz popatrzeć na stolicę Polski. Nie wygląda to najgorzej – pomyśłał i z nadzieją oddał się rozmyślaniom. Wreszcie jego oczom ukazał się imponujący hotel. Robert zapłacił taksówkarzowi, po czym wszedł do holu. Od razu przywitał go boy, a Robert udał się do recepcji. Był zadowolony, pracownicy hotelu byli sympatyczni i uśmiechnięci poinstruowali go i zaproponowali mu broszury dotyczące miasta. Bardzo dziękuję – powiedział, chętnie przejdę się jeszcze dziś gdzieś pieszo, bo taksówki u Was kosztują majątek. Recepcjonistka spojrzała na niego ze zdziwieniem i zapytała: przepraszam, ale jeśli można wiedzieć, ile zapłacił Pan za taksówkę z okęcia? Robert zastanowił się chwilę po czym poinformował miłą recepcjonistkę o sumie, którą zostawił taksówkarzowi. Recepcjonistka o mało się nie przewróciła – Trzysta złotych? Panie Robercie, przykro mi to mówić, ale został Pan oszukany. Dziś nie ma korków, a odległość nie jest duża – powinien Pan zapłacić nie więcej niż 50 złotych. Przykro mi, że tak zaczęła się Pana wizyta w naszym kraju. Proszę zawsze korzystać z korporacji taksówkowych – nigdy z prywatnych przewoźników. Nic nie odpowiedział. 

Pokój był przestronny i przytulny zarazem, to dobrze bo długa podróż wykończyła Roberta, a jego marzeniem była chwila odpoczynku. Położył się i zasnął. Zdziwił się gdy okazało się że obudził się dopiero następnego dnia. Wziął szybki prysznic, zszedł na śniadanie i wrócił do pokoju. Do roboty – pomyślał i podłączył laptopa. Sprawdzał kolejne adresy i zapisywał numery telefonów. Kilka godzin później dysponował już potężną bazą kontaktów. Popatrzył na efekty swojej pracy i był z nich wyraźnie zadowolony. Założył kurtkę i wyszedł z pokoju.

Przed hotelem czekały taksówki, ale Robert na sam ich widok poczuł niesmak i odwrócił się. Ruszył długą ulicą w stronę metra. Przyzwyczajony do tłumu obcokrajowiec czuł się w Warszawie świetnie i jak to zawsze on – idąc obserwował ludzi. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to różnorodność. Piękne budynki i wysokie hotele vs. stare zniszczone kamienice. Warszawa ma swój klimat – pomyślał. 

Robert był umówiony w restauracji “4 pory” z przedstawicielem agencji nieruchomości, który obiecał zbadać jego potrzeby i zaproponować mu mieszkanie do wynajęcia. Szedł w stronę miejsca spotkania pełen radości. Zastanawiał się skąd w nim tyle pozytywnej energii. Nie było to zupełnie naturalne. 

Restauracja miała ciekawy wystrój, a człowiek który przywitał go ciepłym uśmiechem mówił poprawnym angielskim dzięki czemu Robert mógł wytłumaczyć mu dokładnie czego potrzebuje i na co go stać. Rozmowa upływała szybko, a jedzenie którego w międzyczasie mieli okazję spróbować było smaczne i starannie podane. Marcin, bo tak miał na imię doradca obiecał zadzwonić przed południem kolejnego dnia by zaproponować Robertowi konkretne lokalizacje. Pożegnali się i każdy poszedł w swoją stronę. 

Był wieczór, miasto nie kipiało życiem, ale nie było też zupełnie pusto. Idąc w stronę Pałacu Kultury spotkał się z tym czego najbardziej się bał. Samotność. Myślał o tym, że nie ma się do kogo odezwać, nie ma z kim się spotkać na piwie, czy na spacerze. Postanowił, że poszuka jakiegoś miłego miejsca, w którym odstresuje się po ciężkim dniu. Skręcił w lewo i zniknął między uliczkami centrum. Mijał kolejne restauracje i kawiarnie. Zauważył, że nie tylko on był spacerującym wieczorem obcokrajowcem. To było miłe uczucie, usłyszeć ojczysty język w tym odlełym o tysiące kilometrów kraju. Idąc cały czas przed siebie, dotarł do kawiarni, która tętniła życiem. Postanowił wejść do środka.

Tak wiele modnych osób, tak wiele pięknych kobiet i przystojnych mężczyzn. Usiadł i zamówił szklaneczkę whiskey z wodą mineralną i dwiema kostkami lodu. Zastanawiał się gdzie pozna choć jedną osobę, której będzie mógł opowiedzieć o tym, co planuje, której będzie mógł ponarzekać lub z którą będzie mógł dzielić swoje radości. Przyjaźń jest powietrzem zadymionych miast, szczęściem zapłakanych łzami deszczu okien, potrzebuję jej jak niczego na tym świecie – myślał siedząc przy stoliku jednocześnie popijając whiskey. 

Pamiętał o jutrzejszym spotkaniu z Marcinem, dlatego nie spędził w kawiarni więcej niż 30 minut. Spacerując w stronę hotelu, wpatrywał się w światła miasta. Ono żyje – pomyślał. Żyje, ale nikt tego nie widzi. Ono tętni życiem, ale nikt tego nie słyszy… dlaczego? … Myśli były doskonałym kompanem spaceru, więc z pewnym żalem minął potężne wejście do hotelu. W pokoju włączył ponownie laptopa, zapalił papierosa i zaczął czytać jednego z ulubionych blogów branżowych. Senność przyszła niespodziewanie, zaatakowała nagle, nie wyłączył więc komputera, nie zgasił światła. Położył się po prostu i zasnął, podświadomie był przerażony i podekscytowany zarazem… kolejny dzień miał przynieść wiele zmian…

wrzesień 25, 2008

Historia człowieka, który kiedyś stał się Bogiem – cz2

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 4:28 pm
Tags: , , , , , , , , , ,

Droga do domu wydawała mu się bardzo długa. Zastanawiał się czemu nie kupił jeszcze wymarzonego samochodu. Mógł przecież to zrobić w każdej chwili. On jednak wolał co miesiąc odkładać zarobione pieniądze. Snuł się ulicami wlokąc za sobą brązową skórzaną teczkę z laptopem.

Czuł się pijany, ale nie dzięki szklance whiskey, którą opróżnił w tym zadymionym tanimi papierosami barze, ale raczej dlatego, że kolejny roboczy dzień spędzi w domu. Nie ma już bowiem po co wracać do biura. Nie mógł zrozumieć swojego zachowania. Ciekawe, że docierała do niego w tej chwili myśl, że marzył o tym, już od pierwszego dnia gdy przekroczył progi Young&Creative. Tylko dlaczego?

Najlepsze wyniki w liceum, dwa kierunki studiów, które z wybitnymi wynikami skończył niemal jednocześnie. Szkolenia na całym świecie. Ten gość był stworzony do pracy, był po prostu materiałem na pracownika. 

Dziś ten sam facet rzucił wszystko. 

Otworzył drzwii klatki i ruszył w stronę schodów. Mógł skorzystać z windy, ale smród, który tam panował motywował go do wspinaczki na drugie piętro. Wdzięczny za kondycję, opierając się o ścianę i jednocześnie podciągając przy pomocy poręczy zmierzał w stronę mieszkania. Nie było ono niczym okazałym. Małe ciemne pomieszczenie pełne zdjęć, które kiedyś w młodości robił pożyczonym aparatem, a teraz powiesił na ścianie. Zdjęcia dumnie spoglądały w stronę wchodzącego. Jakby z żalem. Wszedł i zasnął.

Kiedy odzyskał w pełni świadomość siedział już na łóżku. Kilka chwil wcześniej wykonał karkołomny manewr podnoszenia się. Pierwszy raz, powoli ruszył w stronę łazienki. Dziwnie czuł się z tym nadmiarem czasu. Stanął pod prysznicem i odkręcił wodę. Spadała po jego ciele niczym po skałach wodospadu. Oparł się o ścianę i patrzył otępiałym wzrokiem w kafelki, które dawno już wymagały wymiany. Ogolił się i ruszył do kuchni.

- Jak się okazuje, jestem mistrzem jajecznicy – powiedział do siebie z uśmiechem i usiadł przy stole. Zajadał się tak, jakby było to śniadanie przygotowane na specjalną okazję w hotelu Burj Al Arab. Wstał i ruszył w stronę salonu, który spełniał zarazem funkcję sypialni. 

Na łóżku leżał globus. Robert dokładnie wiedział co się teraz wydarzy, jednak tak wiele myśli jednocześnie zaprzątało jego głowę, że nie był w stanie wykonać nawet jednego ruchu. Przypomniał sobie cel, który postanwił sobie zrealizować bardzo dawno temu. “chcę być Bogiem” – powiedział w myślach. Teraz gdy rzucił pracę a jego mała kawalerka wydawała się jeszcze bardziej ciasna zaczął myśleć o tym, jak niby do cholery ma to zrobić. W jednej chwili przypomniał sobie jednak fragment książki, która zainspirowała go do postawienia sobie takiego celu: “nie myśl o tym jak, myśl o tym co” 

Wziął do ręki globus. Ta mała piłka miała zadecydować o jego losie, sprawić, że będzie szczęśliwy lub zginie w męczarniach. Zkręcił i zatrzymał palec. Zatrzymał na oceanie atlantyckim. – No tak – powiedział, – tego książka nie mogła przewidzieć. Poczuł się nagle zmęczony. Popatrzył raz jeszcze na nieszczęsny globus i osunął się na łóżku.

Spał kilka godzin snem delikatnym nie znoszącym dźwięków. Powoli otworzył oczy i patrzył na dłoń, która wydawała się strzec mapy świata. Wyraźnie jeden palec ułożony był w zdecydowany sposób na globusie. Pierwsze co przyszło mu do głowy, było decyzją, która obudziła w nim nadzieję. – Robercie – oto twój nowy dom.

Zapamiętał nazwę państwa i ruszył dynamicznym krokiem do stołu chwytając po drodze teczkę z laptopem. Rozłożył go jednym ruchem. W okno wyszukiwarki wpisał nazwę państwa i zaczął czytać. Miejsce, które wybrał wydawało się tak tajemnicze, tak nierealne, że w pewnej chwili zaczęło go przerażać. Robert był jednak bardziej zdziwiony sobą niż państwem, sobą dlatego, że ledwo sprawdził w komputerze cóż to za miejsce będzie jego nowym domem, a już był w taksówce na lotnisko. 

Czy ktoś kiedyś policzył wszystkich, którzy włóczą się po lotniskach? Niesamowite ileż to osób codziennie wylatuje, wraca, odprowadza bądź wita znajomych. Lotnisko jest jak małe miasto, pełne sklepów, restauracji i ludzi pędzących by zdążyć gdzieś. 

Bezpośredniego lotu do państwa które wybrał nie było, czekało go kilkanaście godzin podróży. Gdy wsiadł do samolotu zaczął się bać. Pytania jak, gdzie i co wróciły z natężoną siłą. Panikował. Nie miał pojęcia czym jest to państwo, w którym postanowił spędzić resztę życia i jak sobie tam poradzi. Te kilka prospektów największych hoteli i developerów oraz notatka z najważniejszymi numerami telefonów teraz wydawała mu się kroplą w morzu potrzeb. 

- Daj spokój Robert – powiedział do siebie i założył słuchawki, by zmienić swój nastrój dzięki muzyce uspokajającej. Słuchał i myślał, choć wiedział, że tym razem myślenie nie jest jego sprzymierzeńcem.

Gdy wylądował usłyszał tylko jedno zdanie: “Welcome on the Chopin International Airport” 

 

cdn….

Historia człowieka, który kiedyś stał się Bogiem – cz1

Poniżej publikuję opowiadanie – przeczytajcie je bo jest piękną kontynuacją dla wpisu “spełnienie”

 

Stare budynki zwartym szykiem otaczały małą wijącą się między nimi niczym wstążka ulicę. Nic w niej wyjątkowego nie było – milion takich samych ulic w wielkim mieście się znajduje. Miasto także niczym nie różniące się od innych nie mogło ciekawostkami żadnymi do siebie przyciągać. 

Słońce nie było w stanie go obudzić. Wstał na dźwięk przerażającego budzika. Jak zwykle zbyt późno, jak zawsze spóźniony gwałtownym ruchem podniósł się z łóżka. Niemal biegiem zmierzał w stronę łazienki, z bólem standardowym dla pustego żołądka. Koszula, którą zakładał była po prostu czysta … z pewnością nie prasowana, z pewnością nie miał planów co do stroju zakładając ją kierował się tym by wykonać jak najmniej ruchów. 

W firmie był postacią znaną. Z pewnością był dobry w tym co robi, z pewnością ceniono go za pracowitość i kreatywność, ale ludzie, z którymi pracował uważali go za niepoczytalnego. Czasem szalał w swoim pokoju, mówiąc lub nawet krzycząc sam do siebie. Był tutaj jak okaz na wymarciu… Kochał swoją pracę, spełniał się w niej i za nic w świecie nie chciałby jej zmienić. Cenił sobie firmę oraz wartości, które jej działaniu przyświecały. Znał swoje miejsce i w ramach swoich obowiązków był ekspertem. Odpowiadał za kontakt ze strategicznymi Klientami korporacji, dzięki czemu na rynku uchodził za samokowity kąsek – także dla head hunterów, którzy dzwonili do niego częściej niż można to sobie wyobrazić. Wszedł do budynku, w którym spędził ostatnie trzy lata. Pokój do którego zmierzał znajdował się na czterdziestym drugim piętrze. Minął recepcję, wszedł do pokoju, usiadł przy biurku i rozpoczął codzienne przeglądanie maili. 

Robert, Mike woła Cię do siebie – rzuciła jedna z asystentek wchodząc bez pukania do pokoju.
Idę – mrknął pod nosem i wyszedł z pokoju.

Mike miał czterdzieści kilka lat i w branży był znaną postacią. Kierował działami projektów od kiedy w ogóle słowo projekt zaczęło funkcjonować. Niektórzy śmiali się, że w ogóle on je wymyślił.

Robert zapukał dwa razy i wszedł przez i tak uchylone drzwii.
Biuro Mike’a było jednym z tych biur, o których większość managerów może tylko pomarzyć. Piękne meble, które sam wybrał ukazywały jego charakter.
Dynamiczny i stanowczy szef, w korporacji która była obiektem marzeń.

Siadaj Robercie – powiedział z nie znoszącym sprzeciwu tonem.
Robert usiadł i z dość pewnym wyrazem twarzy spojrzał na swojego przełożonego. Nigdy się nie lubili. Nigdy też tego nie ukrywali. Funkcjonowali nie razem, a obok siebie już ponad trzy lata.  

co tam Mike? co się dzieje? – zapytał Robert, z miną zdradzającą, że sam już zaczął zastanawiać się nad odpowiedzią na to pytanie. Mike zdawał się nie słyszeć. Prawdopodobnie, nie słyszał naprawdę. Wiedział co chce powiedzieć i nie bardzo interesowało go co do powiedzenia ma Robert.

Robercie – zaczął, Jak myślisz, co jest najważniejsze w naszej pracy? – zanim Robert zdążył nabrać powietrza zrozumiał, że to nie było pytanie. Wiesz Robercie, że nasze wyniki w tym półroczu przekroczyły o ponad 12% plany, które zobie założyliśmy? Czy wiesz, że jesteśmy najdynamiczniej rozwijającą się korporacją w stanach? Jak myślisz Robercie… dlaczego? zapadła cisza.

Robert zastanawiał się jaki jest cel tej rozmowy i dlaczego szef mówi mu o rzeczach, które są jasne dla wszystkich pracujących w Y&C – największej w stanach i pewnie jednej z największych na świecie korporacji zajmującej się projektowaniem strategii marketingowych. 
Robert spojrzał na szefa, zamyślił się przez sekundę, po czym wstał i podszedł do okna. Widok, którym cieszył oczy był bajkowy. Patrzył z góry na mniejsze budynki, samochody i ludzi, którzy nieświadomi swojego celu pędzą przed siebie goniąc codzienność.

Mike, zaczął obserwując nadal niedościgniony punkt na horyzoncie, Mike dziś jest mój ostatni dzień. Nie zostanę w Y&C, oszczędź mi więc lekcji. Chociaż tyle chyba możesz dla mnie zrobić. 
Przełożony uśmiechnął się pod nosem.
Wiesz Robert, że nie dostaniesz żadnej pracy – żadnej. Nie pozwolę Ci odejść. Szczególnie w takim momencie – kiedy obaj możemy stanąć na szczycie. Nie tego chciałeś? Być panem świata? Odejście to Twój największy błąd.

Daj spokój Mike – powiedział z uśmiechem. Nie mam na to ochoty, ani czasu. Spojrzał na przełożonego i wyszedł. Dzień minął mu bardzo szybko. Jak nigdy… wszystko czego potrzebował załatwił dziś w mgieniu oka. Wszystko układało się po jego myśli. Ten dzień był piękny sam w sobie. 

Wracając zajrzał do ulubionego baru. Nie pił. Nie był też smakoszem. Po prostu raz na jakiś czas lubił napić się whiskey z wodą mineralną i dwoma kostkami lodu.

Najdziwniejsze jest to, że sam do końca nie wiedział czemu miesiąc temu złożīł wymówienie. Zachowywał się jednak w sposób sugerujący, że wie dokładnie co robi. Było wręcz odwrotnie. Nie miał zielonego pojęcia co robi. Znał jedynie swój cel. Wszystko, co miało nastąpić, było nieuniknione dla jego realizacji. Powtarzał to sobie przez ostatnie trzydzieści dni, nie rozumiejąc co to tak naprawdę znaczy. 

Mijał ludzi patrząc im w oczy. Zastanawiał się o czym myślą. Kim są. Próbował odgadywać ich imiona. Wracał do domu wiedząc, że ma w sobie tyle odwagi by zrealizować plan, który dopiero kilka dni temu zrodził się w jego głowie. Jeszcze tego wieczoru miał wybrać miejsce, które zawładnie jego życiem na zawsze…

cdn….

wrzesień 23, 2008

Spełnienie

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 4:22 pm
Tags: , , , , , , , , , ,

Skoro już masz marzenie, pewnie myślisz o tym, co zrobić by stało się ono rzeczywistością. Nic bardziej mylnego. Waża informacja – otrzymujesz nie to, czego chcesz, ale to na czym się koncentrujesz. Brzmii to nijak. Niby co to oznacza? Zabawa polega na tym, że nie ma tu wielkiej filozofii. Jest po prostu cel i sposób realizacji. Wszystko zależy tylko od tego, czy naprawdę chcesz i czy koncentrujesz się na celu. Jak się koncentrować? Najlepszy sposób jaki znam to … dziękowanie. Możesz udać choć na chwilę, że masz to co było obiektem Twoich marzeń? Zrób to! Mało tego, podziękuj za to, że już to masz.

Koncentruj się na radości z posiadania, a nie z problemów na które natykasz się podczas realizacji. Wyobraź sobie siebie i swój cel. Ciesz się i dziękuj już teraz. Brzmii banalnie? Może i tak, ale działa… Zabawa, bo tak potraktuj to co robisz polega na przyciągniu.

Powiedz … jak to jest, że biedna osoba, która ciągle rozpacza nad swoim stanem finansowym, mówi, że nie ma pieniędzy, że brakuje … nigdy nie wychodzi na prostą? … a jak to jest, że bardzo bogaci ludzie, zarabiają jeszcze więcej? … skąd biorą się genialne pomysły na milionowe interesy? Co … z nikąd? Z doświadczenia? Brednie …. Skup się na celu, a nie na sposobie w jaki go osiągniesz.

Jeśli bogaty wie, że ma dużo kasy, myśli o niej, wydaje ją, cieszy się stanem swojego konta… to w ten prosty sposób przyciąga do siebie gotówkę… martwiący się niedoborem biedak… przyciąga do siebie biedę. Ta prosta zasada spotyka nas na codzień… uśmiechając się do innych sprawiasz, że oni uśmiechają się do Ciebie …,

a pomysły … skąd się biorą… ile razy powiedzieliście… “dlaczego na to nie wpadłem, przecież to takie proste” … dlaczego? dlatego, że wpadł na nie człowiek o jasno sprecyzowanych celach. wiedział, że je osiągnie, codziennie dziękował za sukces, a pomysł pojawił się sam – wszechświat wygenerował sposób na realizację celów, które człowiek do siebie przyciągał na codzień….

Spróbuj mając swój cel pomyśleć o tym, że został osiągnięty. Zamknij oczy. Wyobraź to sobie. Zobacz siebie cieszącego się z realizacji celu. Potem otwórz oczy i wierz w to, że to co widziałeś… jest rzeczywistością… przyciągaj do siebie dobre rzeczy …

wrzesień 22, 2008

“Wstęp: Formuła”

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 1:30 pm
Tags: , , , , , , , , , ,

W poprzednim wpisie czytaliście o planowaniu przyszłości, planowaniu szczęścia. Najwyższa pora rozwinąć ten temat i zająć się nim na poważnie. 

Zdarzyło Ci się kiedyś mówić: “proszę tylko nie to, nie mogę oblać tego egzaminu” albo “proszę proszę obym nie zawalił tej rozmowy rekrutacyjnej” … i oczywiście działo się odwrotnie … ? Z pewnością tak. Zastanawiałeś się czemu tak jest, że jeśli bardzo tego nie chcesz i myślisz o tym jak temu zapobiec lub planujesz co ewentualnie zrobić by złagodzić konsekwencje jakiegoś wydarzenia to zawsze coś zprzysięga się przeciwko Tobie…  ? 

Zawsze ale to zawsze gdy będziesz myślał o tym co można stracić, bądź o tym, że nie chcesz stracić – stracisz. Pewne zależności kształtują świat według z góry ustalonych założeń. 

Na dziś mam tylko jedną prośbę. Spróbuj zastanowić się jak może wyglądać jutrzejszy dzień. Wyznacz sobie cel. Myśl o nim.

Słyszałeś takie powiedzenie, że wiara przenosi góry? Spróbuje udowodnić, że jest tak w rzeczywistości. Sprobujemy razem ustanowić reguły wizualizacji naszych marzeń. Oznaczymy nasze plany. Zobaczymy jak się je realizuje. Dla uspokojenia powiem Wam, że sam byłem bardzo sceptycznie nastawiony do planowania rzeczywistości, ale teraz wiem, że to działa i wiem jak. W ciągu ostatniego roku zrealizowałem kilka z marzeń, o których myślałem, że są poza moim zasięgiem – dziś wiem, że nie ma takiej rzeczy, której każy z nas nie mógłby posiadać – ot tak. 

Pomyśl o czym marzysz. Może to być coś zupełnie niesamowitego. Może to być cokolwiek.

wrzesień 15, 2008

dzień dobry. Po ile przyjaźń ?

Mijając ulice z prędkością światła oglądałem kolejne wystawy. Co knajpa, co restauracja, co przecznica spotykałem najróżniejsze możliwości zakupowe. Przyjaciele wizerunkowo, przyjaciele finansowo. Z kim warto rozmawiać, a z kim lepiej się nie pokazywać. Kto jest fajny, kto potrzebny? 

Polska to kraj aktorów. 

Poznajesz kogoś, poświęcasz tej osobie swój czas i zainteresowanie. Dajesz z siebie dużo. Interesujesz się jej problemami. Rozmawiasz, radzisz, pocieszasz. Pomagasz. Widzisz w niej przyjaciela. Cieszysz się, bo przyjaźń to żadkie uczucie. 

Nagle, okazuje się, że Twój przyjaciel ma ważniejsze rzeczy niż kontakt z Tobą. Kontaktuje się z Twoimi kolegami, z którymi go poznałeś żeby załatwić sobie potrzebne rzeczy – z Tobą jakoś już kontaktować się nie potrzebuje. Kategoryzacja – przyjaciele ważni i przyjaciele potrzebni to dziś normalka. 

Wiesz kim jesteś? Czy wiesz tak naprawdę kim są ludzie, którzy Cię otaczają? Czy byliby obok Ciebie niezależnie od własnych interesów? Czy poświęciliby dla Ciebie swoje nerwy? Czy zrobiliby to wszystko – nie otrzymując niczego w zamian? 

Czasem wydaje Ci się, że jesteś wysoko. Czasem myślisz, że jesteś ważny. Posłuchaj… nie jesteś ani wysoko, ani nie jesteś nikim istotnym. Ważnym jest się dla przyjaciół. Nie dla przypadkowych osób kręcących się obok. Czas weryfikuje Twoje spostrzeżenia. 

Gdy nagle obudzisz się i zrozumiesz, że źle ustawiłeś priortety, gdy zrozumiesz, że straciłeś to co miało wartość, a zyskałeś to co nic nie znaczy… będzie już za późno. 

Nie jest przyjacielem ten kto może Ci pomóc. Nie jest przyjacielem ten, którego możesz wykorzystać we własnych celach. To nie jest Twój przyjaciel – to Twój pomocnik. 

Przyjaciel to zbyt trudne słowo – szkoda go nadużywać, gdy się go nie rozumie. 

najgorszym jest świętować sukces wśród statystów, których oceniasz jako przyjaciół, bo wtedy porażki będziesz przeżywał samotnie.

maj 30, 2008

powiedz stop wariatom życiowym

Gdzie pędzę ? Niesamowicie dziwnie brzmi to pytanie…
Jesteś w liceum uczysz się, nabierasz doświadczenia w przyswajaniu wiedzy. Idziesz na studia znając kierunek swoich zainteresowań. Starasz się mieć jak najlepsze wyniki w nauce…

Bronisz się … brawo

Zaczynasz pracę. Okazuje się, że wiedza nabyta na studiach różni się niesamowicie od teorii wykładanej na uczelni. Okazuje się, że znowu trzeba się uczyć. Uczysz się. Poznajesz kolejne zagadnienia. Wolny czas poświęcasz na studiowanie materiałów związanych z pracą. Zdobywasz wiedzę równocześnie bogacisz się w doświadczenia. Awansujesz … brawo.
Pamiętasz jak niedawno byłeś asystentem? Wczoraj cieszyłeś się z awansu w agencji, dziś jesteś już managerem w korporacji. Pędzisz.

Stop.

Pamiętasz ostatnie 5 lat? Pewnie, że pamiętam. Zrobiłem niesamowity projekt – STOP!

Pytam czy pamiętasz ostatnie pięć lat?!! Pamiętasz jak się poznaliśmy? Jak byłam ubrana?
Co mówiłam? Pamiętasz, co mi obiecałeś na pierwszych wspólnych wakacjach? Pamiętasz, co dałeś mi w prezencie na gwiazdkę?

Gdzie pędzisz?

Z roku na rok, na Twoim koncie co miesiąc jest więcej. Pensje, bonusy, nagrody. Szkolenia, warsztaty, konferencje. Jaką część ostatnich 43 800 godzin zajęła Ci praca? Gdzie wydałeś swoją kasę? Kiedy cieszysz się pensją? Pamiętasz prezent jaki kupiłeś? Pamiętasz … jak się zastanowisz przypomnisz sobie ile na niego wydałeś…, ale spróbuj sobie przypomnieć co Tobą kierowało podczas zakupów…

Stop.

Praca to wspaniała rzecz. To możliwości i szanse. To zwycięstwa i porażki, ale żeby odnaleźć się w tej iluzji musisz zrozumieć wokół czego kręci się świat. Wokół pracy? Wokół pieniędzy? Władzy?

Może warto się zatrzymać. Zastanowić się czy będziesz miał na kogo wydać te pieniądze. Czy będziesz miał komu sprawić nimi prawdziwą radość? Na czyjej twarzy swoją obecnością wywołasz szczery uśmiech…

Stop.

Właściwie to start … tylko może nie pędź najszybciej jak potrafisz, w życiu też obowiązuje ograniczenie prędkości.

maj 21, 2008

Romantycznie – dwa spojrzenia / dwie strony medalu

Nasz romantyczny Schedule

On:

Rano podgrzeję bułki. Podgrzewam je niczym zawodowiec. Wycisnę sok z pomarańczy, choć strasznie tego nie lubię. Nie lubię brudzić rąk. Przyniosę Ci śniadanie do łóżka, a potem odwiozę Cię do pracy. Zadzwonię spytam jak się czujesz, wyślę sms’a, że kocham. Przyjadę po Ciebie po południu i zabiorę do domu. Podam własnoręcznie przygotowany obiad – risotto z truflami i szampanem. Obejrzymy film, pójdziemy na spacer, opowiemy sobie o tym jak minął dzień. Zrobię herbatki podam smakołyki, a potem spotkamy się w sypialni. Przytulę Cię i zaśniemy by jutro spać do trzynastej. Weekend przed nami. Będzie leniwie, będzie aktywnie. Aktywnie pojedziemy za miasto, by leniwie czas spędzać. Wrócimy w niedzielę. Wieczorem podam kolację – cielęcina w sosie z kaparów (tym razem lepiej ją pokroję). Zaśniemy razem, bym jutro rano przyniósł sok do łóżka.

Z drugiej strony Ona:

Kochanie jak podgrzewasz bułki – wyczyść piekarnik, śmierdzi w całej kuchni potem spalenizną. Zawsze jak wyciskasz sok – to jest on po prostu wszędzie – masakra. Kuchnia wygląda jakby imprezę miało tam studenckie zrzeszenie picia browca. Nie będę już wspominała, że nie chcę jeść w łóżku. Wszędzie są okruszki – nie da się spać potem. Poza tym wiem jaki jesteś niezadowolony, gdy musisz wyjść z domu dwie godziny wcześniej by odwieźć mnie do pracy. Kochanie nie musisz osiemset razy dziennie przekonywać mnie o swoim uczuciu. Fajnie, że przyjechałeś po mnie. Nie chciało mi się wracać komunikacją. Obiad wygląda pysznie. Nie jest aż tak smaczny jak opowieść o nim. Kuchni nawet nie chcę oglądać. Mam słabe serce, za słabe na takie widoki. Oczywiście film. Miejsce na kanapie jest już po prostu przystosowane do Ciebie. Przybrało Twój kształt. Słodycze wieczorem – no tak najlepiej się napchać. Mógłbyś się nie odwracać do mnie tyłkiem. Jutro sobota, mam nadzieję, że nie będziesz spał do trzynastej. Może ruszymy gdzieś za miasto. Gdybyśmy wyjechali rano, a nie przed osiemnastą mielibyśmy dwa dni. Jest niedziela wieczór, zaraz muszę się położyć, przecież rano zaczynam pracę. Nie mów, że teraz będziesz robił tą ciężką cielęcinę – matko jakie to słone. Kładę się. Może zapomnisz jutro o kruszeniu w łóżku.

Tak się zastanawiam – dziękuję kochanie, że nie jesteś taka. Dziękuję, że potrafisz się cieszyć małymi rzeczami. Dziękuję, że każdy dzień – to dzień szczęśliwy, niezależnie od nastroju. Nawet jak krzyczysz i się wściekasz wiem, że kochasz. Ja też.

maj 19, 2008

Nie daj się porwać monotonii

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 10:42 am
Tags: , , , , , , , , , ,

Na dzień dobry mam już minimum sześć różnych wersji nadchodzącego dnia. Dobrze wiem, że istnieje prawdopodobieństwo błędu i dopiero siódma wersja doczeka się realizacji. Dobrze wiem, że nie wszystko mogę zrobić już dziś – nie powstrzymuje mnie to jednak od działania. Wstaję. Jak zwykle ten sam beznadziejny budzik otwiera mi oczy. Obiecuję sobie zmienić go, obiecuję już od miesiąca. Jeszcze chwila i podnoszę się leniwie z każdą sekundą jednak zwiększając dynamikę ruchu. Łazienka. Dzień dobry z papierosem w jednej i szczoteczką do zębów w drugiej ręce mówię niezadowolonemu odbiciu w lustrze. Prysznic. Byle szybko. Po mokrych śladach zmęczonych snem stóp trafisz za mną do garderoby. Znowu wybuchła tam bomba. Niby dużo, niby nic pierwsze z brzegu biorę. Łazienka. Krem nawilżający, guma do włosów. Psik Psik. Kuchnia. Jeden z ponad dwudziestu takich samych jogurtów, paczka papierosów z szafki i wychodzę. Wracam. Przedpokój. Jeszcze przepustka. Buzi na dowidzenia. Śpij. Winda. Poziom -2. Stoi tam jak zawsze samotna, między dwoma betonowymi słupami. Ruszam. Te same korki, te same numery rejestracyjne przypisane do tych samych twarzy. Stop. Parking. Bramka. Wykrywacz metalu. Skaner. Przepustka. Winda. Czwarte Piętro. Pokój biurko. Aktualizacja skrzynki odbiorczej. Dwadzieścia sześć nieprzeczytanych wiadomości. Trzy cztery start. Maile. Badania. Power Point. Maile. Badania. Excel. Maile. Badania. Maile. Papieros – oh minęła godzina pracy. Mało czasu by zdążyć ze wszystkim. Start. Godzina dziewiętnasta. Wychodzę. Parking. Samochód. Garaż. Piętro trzecie. Jestem. Cześć. Buziak. Jak ? Tak. A u Ciebie jak ? Tak! Obiad. Świetnie gotujesz. Kot jest wariatem. Balkon. Herbata, papieros. Komórka. Dzwoni. Piszczy. Wyciszam. Papieros. Sok. Jeszcze są te wafelki czekoladowe ? Są. Whiskey z sokiem jabłkowym, wafelek, papieros. Kanapa. Film. Reklama. Komputer. Gry. Papieros, sok w dowolnej kolejności i na przemian. Łazienka. Godzina druga w nocy. Spać. Pamiętaj by przed snem zmienić melodię budzika. Zapomniałem. Dobranoc. Dzień dobry. Tydzień z głowy.

kwiecień 21, 2008

tajemnica

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 10:33 am
Tags: , , , , , , , , , , , ,

Jak opisać szczęście,
Pytam, jak nakreślić sukces słowem ?
Uśmiech porannej kawy,
Gotowe

…………………………………………………………………………..

Wśród opowieści niestworzonych,
Prawd zapomnianych dawno,
Jedna jest pewna jak wschód słońca,
O której nie zapomniano,


Z wewnątrz nas, lecz nie od serca,
Z całej naszej osoby,
Bije szczęście w wirujących cząsteczkach,
Częstotliwości na sukces gotowych,


To tajemnica wielka,
Pilnie strzeżona od wieków,
Że czas nie istnieje, a bogactwo…
Jest od zawsze w człowieku,


Cokolwiek w pragnienie obracasz,
Oddalać się będzie od Ciebie,
Musisz poczuć, że już masz, dziękować,

Tajemnica skryta jest w wierze,


Pieniądze, zdrowie, uczucia,
Wszystko przychodzi z łatwością,
Proś, dziękuj dostawaj na co dzień,
Zwielokrotnione wielokrotnością,


Każdy ze skarbów świata,
Marzenie nikomu nie ujawnione,
Zrozum że już jest w Twym ręku,
Patrz dziękuj, że jest spełnione,


Mówią, że wiara góry przenosi,
Nie widział tego nikt w żadnym wieku,
Zrozum, to nie przenośnia,
Nieziemska moc jest w człowieku,


Ja mam to wszystko,
Pieniądze zdrowie miłości wątek,
Poznałem sekret tworzenia,
A to dopiero początek.

kwiecień 14, 2008

Marzenia są zakazane

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 12:59 pm
Tags: , , , , , , , , ,

Nieskończenie daleka myśl
Poskromiła moje marzenia bez skrupułów
Spojrzała na nie z uśmiechem
I zniknęła

Pojawiała się zawsze gdy marzyłem
Gdy nieokiełznana radość targała mym umysłem
Chciałem ją zabić, ale zrobić to mogę tylko wtedy
Gdy sam zniknę

A może jest jakaś siła
Gdzieś ponad wszystkim, ponad bytem
Bym mógł dalej płynąć – nie myśleć
Bym marzył z dawnym zachwytem

Ruszyłbym po nią zbrojny w idee
Z mieczem bajecznym i tarczą z prawdy
To wolność słowa to piszą ludzie
Lecz marzyć tutaj nie może każdy

Nie dane to wszystkim
Przykre – lecz wstęp jest wzbroniony
Do domu rozpusty słowa ? burdelu słabości ?
Nie wejdziesz ….. słowem natchniony

Siadasz i krzyczysz myślami w przestrzeń
Wysyłając częstotliwości skomplikowane
Wszechświat cicho lecz odpowiada
Marzenia są zakazane

Nie dane mi dotknąć Cię ni pozbyć się myśli
Co niszczy, ścina mnie z nóg jak wódka
Marzenie moje że miał Cię będę
zniknie ze mną – utonie w smutkach

kwiecień 11, 2008

miłość do wariatki

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 3:07 pm
Tags: , , , , , , , , , , , , ,

Słowem pisane uczucia
Pod włos targane literami kartki
Opisują milion chwil w dwóch zdaniach
I miłość nieodkrytą do słodkiej wariatki

Jej włosy i oczy śpiewają szaleństwem
Krzywdzą jej słowa nieświadomym hasłem
Ona się śmieje potem, nie wiedząc że cierpię
Warto cierpieć czasem

Czasem … czas nie istnieje przecież
Jestem ja, ty, dwa słowa, jedno znaczenie
Serce, dusza, trzy słowa
Powrót i zapomnienie

Nie pamiętaj mnie kim byłem kiedyś
Kogo znałem, do kogo z kim i po co
Te rozmowy, wyjścia, powroty,
Snu w dzień, życia nocą

Nie pamiętaj tego teraz, wyśnij mnie
Proszę wymarz przeszłość
Zrób mnie czystą kartką
Pozwól się pokochać bądź moją wariatką

Bądź szalona w myślach będąc cicha w słowach
Bądź namiętna w gestach będąc ciszą w oczach
Wariatki nie zrozumiem, nie odnajdę się w sensie
Nie muszę rozumieć – tylko dam jej szczęście

Dedykowane Tobie

Zaszufladkowany do: słowem — marekstankiewicz @ 2:45 pm
Tags: , , , , , , ,

Chciałbym przez minutę usiąść jako nie ja
Chciałbym przez chwilę spojrzeć
Jeśli tylko jest nadzieja
To ja ją w nas dojrzę

Gdy ona krzyknie, że widzi mnie nowego
Gdy powie tylko, że wierzy w me oczy
Co u mnie ? u mnie nic nowego
Tylko Twój dotyk

Czuję go gdy piszesz do mnie
Czuję, że dotykasz gdy dzwonię
Za krótko jeszcze by zacząć od wspomnień
Patrzę jeszcze przez moment

Znikasz gdzieś w telefonie
Toniesz w fali wiadomości
Może po prostu teraz do Ciebie zadzwonię
Choć jesteś tu obok w nicości

Bo nie ma nic przecież poza myślami
One wizualizują nam przyszłość
Słowami opiszę to co widzę w sercu
I zniknie nicość

Blog na WordPress.com.