pisane słowem – Marek Stankiewicz

wrzesień 29, 2008

Historia człowieka, który kiedyś stał się Bogiem – cz3

Welcome – pomyślał Robert i podniósł się z miejsca. Pogoda była dość ładna, dlatego poczuł przypływ radości. Rozejrzał się jeszcze zanim wsiadł na pokład autobusu. 
- Jaki to śmieszny język – pomyślał. Czekając na bagaż obserwował ludzi i zastanawiał się jak odnajdzie się w ich świecie. Po chwili zobaczył swoją walizkę i ruszył w stronę wyjścia. Terminal nie był zbyt duży, nie miał więc obaw, że straci orientację. Gdy wyszedł z budynku zobaczył potężną kolejkę. Jak się szybko zorientował, podróżni czekali tu na taksówki.
- Niesamowite – pomyślał. Już chciał stanąć na jej końcu, gdy przypomniał sobie, że nie wymienił pieniędzy. Wrócił więc do budynku w poszukiwaniu kantoru. Zobaczył wyraz w znajomym języku po czym podszedł zadowolony do okienka. Powiedział, że chciałby wymienić pieniądze. Pani popatrzyła na niego z dziwnym wyrazem twarzy. Mimo, że napis nad jej głową był po angielsku ona nie miała zielonego pojęcia na temat posługiwania się językiem angielskim. Wyjął więc 1000 $ i pokazał pracownicy kantoru. Pani uśmiechnęła się po czym wymieniła pieniądze na ojczystą walutę.

Robert wrócił na postój taksówek. – Spędzę tu pewnie całą noc zanim przyjdzie moja kolej – pomyślał. W pewnej chwili podszedł do niego jakiś mężczyzna i zaczął coś mówić. Robert powiedział, że nic nie rozumie i że mówi tylko po angielsku. “No problem. English ok” powiedział nieznajomy po czym uśmiechnął się i powiedział: “Taxi?” Robert ucieszył się skinął głową i ruszył za nieznajomym. Był szczęściarzem, ominęła go niesamowicie długa kolejka. Nieznajomy taksówkę miał dość daleko od terminalu, ale Roberta to nie interesowało. Gdy doszli do samochodu Pan z uśmiechem włożył jego bagaż do bagażnika i spojrzał wymownie oczekując na dalsze wytyczne.
- Hotel Intercontinental – powiedział Robert, na co Pan zareagował uśmiechem i ponownie uraczył go miłym “No problem”. Podróż do hotelu była świetnym momentem by pierwszy raz popatrzeć na stolicę Polski. Nie wygląda to najgorzej – pomyśłał i z nadzieją oddał się rozmyślaniom. Wreszcie jego oczom ukazał się imponujący hotel. Robert zapłacił taksówkarzowi, po czym wszedł do holu. Od razu przywitał go boy, a Robert udał się do recepcji. Był zadowolony, pracownicy hotelu byli sympatyczni i uśmiechnięci poinstruowali go i zaproponowali mu broszury dotyczące miasta. Bardzo dziękuję – powiedział, chętnie przejdę się jeszcze dziś gdzieś pieszo, bo taksówki u Was kosztują majątek. Recepcjonistka spojrzała na niego ze zdziwieniem i zapytała: przepraszam, ale jeśli można wiedzieć, ile zapłacił Pan za taksówkę z okęcia? Robert zastanowił się chwilę po czym poinformował miłą recepcjonistkę o sumie, którą zostawił taksówkarzowi. Recepcjonistka o mało się nie przewróciła – Trzysta złotych? Panie Robercie, przykro mi to mówić, ale został Pan oszukany. Dziś nie ma korków, a odległość nie jest duża – powinien Pan zapłacić nie więcej niż 50 złotych. Przykro mi, że tak zaczęła się Pana wizyta w naszym kraju. Proszę zawsze korzystać z korporacji taksówkowych – nigdy z prywatnych przewoźników. Nic nie odpowiedział. 

Pokój był przestronny i przytulny zarazem, to dobrze bo długa podróż wykończyła Roberta, a jego marzeniem była chwila odpoczynku. Położył się i zasnął. Zdziwił się gdy okazało się że obudził się dopiero następnego dnia. Wziął szybki prysznic, zszedł na śniadanie i wrócił do pokoju. Do roboty – pomyślał i podłączył laptopa. Sprawdzał kolejne adresy i zapisywał numery telefonów. Kilka godzin później dysponował już potężną bazą kontaktów. Popatrzył na efekty swojej pracy i był z nich wyraźnie zadowolony. Założył kurtkę i wyszedł z pokoju.

Przed hotelem czekały taksówki, ale Robert na sam ich widok poczuł niesmak i odwrócił się. Ruszył długą ulicą w stronę metra. Przyzwyczajony do tłumu obcokrajowiec czuł się w Warszawie świetnie i jak to zawsze on – idąc obserwował ludzi. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to różnorodność. Piękne budynki i wysokie hotele vs. stare zniszczone kamienice. Warszawa ma swój klimat – pomyślał. 

Robert był umówiony w restauracji “4 pory” z przedstawicielem agencji nieruchomości, który obiecał zbadać jego potrzeby i zaproponować mu mieszkanie do wynajęcia. Szedł w stronę miejsca spotkania pełen radości. Zastanawiał się skąd w nim tyle pozytywnej energii. Nie było to zupełnie naturalne. 

Restauracja miała ciekawy wystrój, a człowiek który przywitał go ciepłym uśmiechem mówił poprawnym angielskim dzięki czemu Robert mógł wytłumaczyć mu dokładnie czego potrzebuje i na co go stać. Rozmowa upływała szybko, a jedzenie którego w międzyczasie mieli okazję spróbować było smaczne i starannie podane. Marcin, bo tak miał na imię doradca obiecał zadzwonić przed południem kolejnego dnia by zaproponować Robertowi konkretne lokalizacje. Pożegnali się i każdy poszedł w swoją stronę. 

Był wieczór, miasto nie kipiało życiem, ale nie było też zupełnie pusto. Idąc w stronę Pałacu Kultury spotkał się z tym czego najbardziej się bał. Samotność. Myślał o tym, że nie ma się do kogo odezwać, nie ma z kim się spotkać na piwie, czy na spacerze. Postanowił, że poszuka jakiegoś miłego miejsca, w którym odstresuje się po ciężkim dniu. Skręcił w lewo i zniknął między uliczkami centrum. Mijał kolejne restauracje i kawiarnie. Zauważył, że nie tylko on był spacerującym wieczorem obcokrajowcem. To było miłe uczucie, usłyszeć ojczysty język w tym odlełym o tysiące kilometrów kraju. Idąc cały czas przed siebie, dotarł do kawiarni, która tętniła życiem. Postanowił wejść do środka.

Tak wiele modnych osób, tak wiele pięknych kobiet i przystojnych mężczyzn. Usiadł i zamówił szklaneczkę whiskey z wodą mineralną i dwiema kostkami lodu. Zastanawiał się gdzie pozna choć jedną osobę, której będzie mógł opowiedzieć o tym, co planuje, której będzie mógł ponarzekać lub z którą będzie mógł dzielić swoje radości. Przyjaźń jest powietrzem zadymionych miast, szczęściem zapłakanych łzami deszczu okien, potrzebuję jej jak niczego na tym świecie – myślał siedząc przy stoliku jednocześnie popijając whiskey. 

Pamiętał o jutrzejszym spotkaniu z Marcinem, dlatego nie spędził w kawiarni więcej niż 30 minut. Spacerując w stronę hotelu, wpatrywał się w światła miasta. Ono żyje – pomyślał. Żyje, ale nikt tego nie widzi. Ono tętni życiem, ale nikt tego nie słyszy… dlaczego? … Myśli były doskonałym kompanem spaceru, więc z pewnym żalem minął potężne wejście do hotelu. W pokoju włączył ponownie laptopa, zapalił papierosa i zaczął czytać jednego z ulubionych blogów branżowych. Senność przyszła niespodziewanie, zaatakowała nagle, nie wyłączył więc komputera, nie zgasił światła. Położył się po prostu i zasnął, podświadomie był przerażony i podekscytowany zarazem… kolejny dzień miał przynieść wiele zmian…

wrzesień 15, 2008

wideło, czyli jak pokazać, że jest się nowoczesnym

Jakie to modne. WPtv pojawiło się niedawno jako kanał youtube. wow. Pojawił się także kanał banku ING. Pomyślałem, że możnaby się zastanowić nad wartością takich działań. W przypadku banku ING uważam to za dobre rozwiązanie ponieważ fajnie gdy bank potrafi się pokazać od luźnej strony, bo młody target nie koniecznie uwielbia krawaty i niebieskie koszule z białymi kołnierzykami. Potrzebują oni banku przyjaznego, otwartego, “wyposażonego w siły robocze” potrafiące ludzkim językiem (nie finansowym) przekazać informacje o benefitach płynących z prawodzenia rachunku tu, a nie gdzie indziej. Bank ING w Polsce działa odważnie – to cieszy. Szczególnie w internecie, gdzie ludzie weryfikują wszelkie zasłyszne informacje oraz mają możliwość krytykowania – bez wystawiania się na krytykę… ah ta anonimowość. ING pod tym względem działa świetnie i mam nadzieję, że szanowni planujący będą nadal trzmali wysoki poziom działań w sieci. Chociaż w Polsce i tak działają delikatnie…. co innego na świecie… http://www.i-needtogo.com/ – ciekaw jestem kiedy w taki otwarty sposób będą się promowały banki w Polsce.

Co innego WPtv. … poszukuję odpowiedzi na pytanie: Po cholerę? Szef projektu WPtv mówi, że “Liczymy na to, że współpraca z YouTube przyczyni się do umocnienia świadomości brandu WPtv wśród polskich internautów” … serio ? a nie przyczyni się to działanie przede wszystkim to umocnienia świadomości brandu “youtube” ? tylko po co umacniać coś co jest najmocniejsze ) ? jeśli o mnie chodzi to takie działanie mówi jedynie: “my nie jesteśmy fajni, ale staniemy obok kogoś fajnego i może wtedy też się tacy staniemy”. Zamiast umacniać swoją pozycję przyczyniacie się do utrwalenia w świadmości internautów: “nie wchodźcie na seriws wptv wejdźcie na youtube i tam ewentualnie zobaczcie czy jest coś nowego / ciekawego.” 

dużo się dzieje w strefie wideo. Interaktywne, kastomizowene sekwencje, które mają urozmaicić naszą obecność w siecie są szansą dla wielu brandów, ale są też zagrożeniem. To trochę chyba jak ze wszystkim, w odpowiednich rękach stanowi wartość, a w nie odpowiednich doprowadza do żenujących aktywności tłumaczonych niezrozumiałymi sformułowaniami wyciągniętymi żywcem wprost ze słownika wyrazów trudnych dziwnych i ciekawych.

 

zaczerpnięte z http://w4oczy.wordpress.com

maj 30, 2008

powiedz stop wariatom życiowym

Gdzie pędzę ? Niesamowicie dziwnie brzmi to pytanie…
Jesteś w liceum uczysz się, nabierasz doświadczenia w przyswajaniu wiedzy. Idziesz na studia znając kierunek swoich zainteresowań. Starasz się mieć jak najlepsze wyniki w nauce…

Bronisz się … brawo

Zaczynasz pracę. Okazuje się, że wiedza nabyta na studiach różni się niesamowicie od teorii wykładanej na uczelni. Okazuje się, że znowu trzeba się uczyć. Uczysz się. Poznajesz kolejne zagadnienia. Wolny czas poświęcasz na studiowanie materiałów związanych z pracą. Zdobywasz wiedzę równocześnie bogacisz się w doświadczenia. Awansujesz … brawo.
Pamiętasz jak niedawno byłeś asystentem? Wczoraj cieszyłeś się z awansu w agencji, dziś jesteś już managerem w korporacji. Pędzisz.

Stop.

Pamiętasz ostatnie 5 lat? Pewnie, że pamiętam. Zrobiłem niesamowity projekt – STOP!

Pytam czy pamiętasz ostatnie pięć lat?!! Pamiętasz jak się poznaliśmy? Jak byłam ubrana?
Co mówiłam? Pamiętasz, co mi obiecałeś na pierwszych wspólnych wakacjach? Pamiętasz, co dałeś mi w prezencie na gwiazdkę?

Gdzie pędzisz?

Z roku na rok, na Twoim koncie co miesiąc jest więcej. Pensje, bonusy, nagrody. Szkolenia, warsztaty, konferencje. Jaką część ostatnich 43 800 godzin zajęła Ci praca? Gdzie wydałeś swoją kasę? Kiedy cieszysz się pensją? Pamiętasz prezent jaki kupiłeś? Pamiętasz … jak się zastanowisz przypomnisz sobie ile na niego wydałeś…, ale spróbuj sobie przypomnieć co Tobą kierowało podczas zakupów…

Stop.

Praca to wspaniała rzecz. To możliwości i szanse. To zwycięstwa i porażki, ale żeby odnaleźć się w tej iluzji musisz zrozumieć wokół czego kręci się świat. Wokół pracy? Wokół pieniędzy? Władzy?

Może warto się zatrzymać. Zastanowić się czy będziesz miał na kogo wydać te pieniądze. Czy będziesz miał komu sprawić nimi prawdziwą radość? Na czyjej twarzy swoją obecnością wywołasz szczery uśmiech…

Stop.

Właściwie to start … tylko może nie pędź najszybciej jak potrafisz, w życiu też obowiązuje ograniczenie prędkości.

styczeń 27, 2008

wizerunkowo dla Sosnowca – podpisano Edward Gierek pr manager

Zaszufladkowany do: Multimedia Nowe Technologie i Wizerunkowo - Komunikacyj — marekstankiewicz @ 8:30 pm
Tags: , , , , , ,

Wprost z borów sosnowych wystrzelił i stał się symbolem dynamicznego rozwoju, czy dzięki położeniu geograficznemu – logistycznie ułatwiającemu rozwój, bo na przecięciu dwóch linii kolejowych (Kolei Warszawsko – Wiedeńska i Kolei Iwanogrodzko – Dąbrowska), czy dzięki bogactwom surowców naturalnych – to nie istotne. Ważne, że znakiem dynamicznego rozwoju się stał Sosnowiec wcześniej zwany Sosnowicami.

W 1902 r. 61 tysięczna wieś Sosnowiec zyskuje prawa miejskie, a jedenaście lat później w tym pięknym miejscu na świat przychodzi Edward Gierek. Oczywiście nie tylko on potomkiem jest Sosnowca, wiele znanych osób pochodzi z samego centrum Górnośląskiego Ośrodka Przemysłowego. Ciekawe to miasto, pełne historii i opowieści krążących ulicami, opowiadanych przez najstarszych mieszkańców w formie przypowieści. Mimo, że najmłodsi już mogą nie pamiętać lub ważniejsze rzeczy w głowie teraz mają – to to miasto dzięki historii i armii niebanalnych osobistości stamtąd pochodzących żyje nadal. Sercem jego jest historia.

    Edward Gierek urodził się 6 stycznia 1913 r. – ważna to postać dla polskiej historii, z pewnością nie mi ją oceniać. Gierek po pobycie we Francji i Belgii , w roku 1934 wraca do Polski. Cały czas spędzony poza granicami kraju spędzał aktywnie działając w różnych ugrupowaniach politycznych, szkoląc języki obce takie jak francuski czy flamandzki.

…. nie jest to jednak rozprawka historyczna więc do rzeczy. Gierek był doskonałym pijarowcem, by kreować swój wizerunek w przeciwieństwie do Gomułki spotykał się z robotnikami, obiecywał i starał się przenieść burżuazyjne obyczaje do Polski, pokazywał się jako „ludzki polityk” dopasowywał sposób mówienia do odbiorców. Mimo wszystko koniec jego kariery był połączony z kryzysem gospodarczym kraju wynikającym z zadłużenia Polski w krajach zachodnich.

    Tematem, który chcę tu poruszyć jest zasadność budowania strategii wizerunkowej miasta Sosnowiec w oparciu o postać Edwarda Gierka. Odchodząc zupełnie od wdawania się w dyskusję dotyczącą zasług i win, będąc dalekim od oceny działań zastanawiam się czy dobrym wyborem jest wybranie do takiego działania postaci, która ma tyle samo zwolenników ilu przeciwników. Nie mam najmniejszego zamiaru opowiadać się w tej chwili po żadnej ze stron, nie taka moja rola. Ja zastanawiam się „czemu on” ?

    Sosnowiec jest akurat miastem, w którym urodziło się wiele znanych i zasłużonych osób. Sosnowiec jest miastem, w którym takich osób jest cała armia. Wystarczy popatrzeć: Ryszard Bartel, który dodawał Polsce skrzydeł, a naukę rozpoczynał właśnie w Sosnowcu, Włodzimierz Sedlak, twórca polskiej szkoły bioelektroniki i elektromagnetycznej teorii życia, czy na koniec, ale nie jako ostatni Jan Kiepura, tenor i aktor o sławie międzynarodowej, którego nikomu przedstawiać nie trzeba. Honorowymi obywatelami są takie postaci jak Edward Rydz – Śmigły czy Józef Piłsudski.

    Nie chodzi mi w tej chwili o to byśmy wybrali postać do kampanii wizerunkowej miasta. Zastanawia mnie zasadność dokonanego wyboru. Czy nie jest to zbyt duże ryzyko ? Czy do takich działań nie powinno wybierać się osób, które chociaż są bardziej lubiane powszechnie niż nie lubiane ?

    Pozostałości komunizmu przebudzą się wraz z Panem Edwardem i rozbudzą na nowo potencjał drzemiący w Sosnowcu ? Ludzie zaczną przyjeżdżać do Sosnowca ponieważ Edward Gierek tam właśnie się urodził ? Ludzie to wiedzą. Nie motywuje ich to do podróży.

    Kreowanie wizerunku miasta nie jest prostą sprawą i trzeba wziąć pod uwagę wiele zmiennych budując koncepcję takiej strategii. Możliwe, że pomysłodawca kończył studia jeszcze w czasach gdy tłumaczono, że skoro ktoś jest I sekretarzem to znaczy, że zna się na rzeczy, wie co robi i należy go popierać.

    Zastanawiam się tylko, czy nie lepiej wydobyć prawdziwe wartości miasta, pokazać że Sosnowiec jest miastem wybitnie bogatym w zabytki i atrakcje turystyczne, że ciągle rozwija swoją bazę hotelową i rozwija się kulturalnie. Nie zastanawiałem się nad tym jaką strategię ja bym przyjął i co było by rdzeniem działań. Z pewnością jednak nie podjąłbym ryzyka budowania instytucji ambasadora na postaci, której liczba zwolenników jest równa liczbie przeciwników – niezależnie od moich poglądów politycznych.

Pozdrawiam.

wstęp do budowania wizerunku…

Zaszufladkowany do: Multimedia Nowe Technologie i Wizerunkowo - Komunikacyj — marekstankiewicz @ 11:38 am
Tags: , , , , ,

Jakie to piękne, te olbrzymie korporacje zatrudniające setki i tysiące osób w Polsce doszły do wniosku, że warto by każdy pojedynczy konsument czy usługobiorca miał o nich dobre zdanie. Ja wiem, oczywiście nie doszły do takiego wniosku dziś czy wczoraj, ale czasem działania wykonywane w celu budowania wizerunku wyglądają tak jakby ich twórcy doświadczenie w ich kreowaniu i wdrażaniu mieli góra kilkudniowe.

Wrócę do tematu budowania wizerunku spółek w kolejnym wpisie, dziś natomiast chciałem się razem z Państwem zastanowić nad zasadnością jednego konkretnego działania wizerunkowego, którego przykłady możemy obserwować jeszcze dziś.

Wszyscy łączą się w smutku po ostatniej tragedii. Nie ma się co dziwić, zginęli ludzie, zginęli w sposób tragiczny. Oczywiście wszyscy pokazują jak bardzo współczują ofiarom i ich rodzinom. Zrozumiałe. Czy rzeczywiście ? Proszę mi powiedzieć co by się stało gdyby, któraś telewizja nie oznaczyła emisji znakiem żałoby ? Co stałoby się gdyby któryś portal internetowy nie zmienił szaty graficznej na B&W ?

Ścigajmy się w tym która lista kondolencyjna będzie dłuższa, ścigajmy się kto będzie miał najlepszą oglądalność podczas bloku reklamowego z którego dochód przekażemy na rodziny ofiar. Zróbmy to zróbmy tamto.

To wszystko piękne. Właściwie takie działania opisuję najczęściej słowem, którego nie znoszę ponieważ nic dla mnie nie znaczy … „fajne” – fajnie więc, że spółki podejmują takie działania.

…tylko, że każdego dnia ginie na naszych drogach, bardziej lub mniej dziurawych, w bramach, na dworcach tak wiele osób. Codziennie umierają bezdomni, codziennie mają miejsce najróżniejsze wypadki giną źli ludzie, dobrzy – wszyscy bez różnicy. Czasem pewnie ginie ich w całej Polsce więcej niż 20 jednego dnia. Żałoby jednak wtedy nie ma. Żałoba nie jest ogłaszana mimo, że ludzie giną w takich samych lub jeszcze bardziej tragicznych warunkach. Spółki nie prześcigają się w informowaniu opinii publicznej jak bardzo pomogą rodzinom, nie ma tego całego blasku i atmosfery współczucia.

To wszystko po to, by później ktoś powiedział: „stacja x jest fajna zarobiła tyle i tyle dla poszkodowanych”, „spółka y jest super zrobiła tyle i tyle” Modnie jest bowiem sponsorować tragedie grupowe. Każdy jednak tragedie odczuwa indywidualnie, Kowalska będzie miała tragedię i żałobę narodową gdy zginie Kowalski – niezależnie od tego czy był dobrym mężem czy złym, czy był w grupie celowej takiego czy takiego brandu.

Wielkie autorytety i spece od wizerunku nie powinni zapominać, że ludzie są coraz lepiej zorientowani w rynku, że teorie, definicje i inne ciekawostki, których uczono ich na studiach są już przeterminowane. Kolejne pokolenia Polaków to coraz bardziej inteligentna i doskonale logicznie myśląca grupa ludzi. To koniec czasów gdy wystarczyło margarynę zmienić w masło gdy okazało się, że od margaryny to serce wcale tak jak dzwon nie jest …
Polacy to już nie grupa prostych ludzi którymi manipulować można w dowolny sposób, korzystając z podręcznika „naucz się manipulacji w weekend”.

Ja oczywiście łączę się także w bólu z rodzinami tych, którzy zginęli w katastrofie i tych, którzy zginęli, a zupełnie o tym nie wiemy.

Chciałem dzisiejszy wpis potraktować jako wstęp do tematu budowania wizerunku,

pozdrawiam i zapraszam

Blog na WordPress.com.