Welcome – pomyślał Robert i podniósł się z miejsca. Pogoda była dość ładna, dlatego poczuł przypływ radości. Rozejrzał się jeszcze zanim wsiadł na pokład autobusu.
- Jaki to śmieszny język – pomyślał. Czekając na bagaż obserwował ludzi i zastanawiał się jak odnajdzie się w ich świecie. Po chwili zobaczył swoją walizkę i ruszył w stronę wyjścia. Terminal nie był zbyt duży, nie miał więc obaw, że straci orientację. Gdy wyszedł z budynku zobaczył potężną kolejkę. Jak się szybko zorientował, podróżni czekali tu na taksówki.
- Niesamowite – pomyślał. Już chciał stanąć na jej końcu, gdy przypomniał sobie, że nie wymienił pieniędzy. Wrócił więc do budynku w poszukiwaniu kantoru. Zobaczył wyraz w znajomym języku po czym podszedł zadowolony do okienka. Powiedział, że chciałby wymienić pieniądze. Pani popatrzyła na niego z dziwnym wyrazem twarzy. Mimo, że napis nad jej głową był po angielsku ona nie miała zielonego pojęcia na temat posługiwania się językiem angielskim. Wyjął więc 1000 $ i pokazał pracownicy kantoru. Pani uśmiechnęła się po czym wymieniła pieniądze na ojczystą walutę.
Robert wrócił na postój taksówek. – Spędzę tu pewnie całą noc zanim przyjdzie moja kolej – pomyślał. W pewnej chwili podszedł do niego jakiś mężczyzna i zaczął coś mówić. Robert powiedział, że nic nie rozumie i że mówi tylko po angielsku. “No problem. English ok” powiedział nieznajomy po czym uśmiechnął się i powiedział: “Taxi?” Robert ucieszył się skinął głową i ruszył za nieznajomym. Był szczęściarzem, ominęła go niesamowicie długa kolejka. Nieznajomy taksówkę miał dość daleko od terminalu, ale Roberta to nie interesowało. Gdy doszli do samochodu Pan z uśmiechem włożył jego bagaż do bagażnika i spojrzał wymownie oczekując na dalsze wytyczne.
- Hotel Intercontinental – powiedział Robert, na co Pan zareagował uśmiechem i ponownie uraczył go miłym “No problem”. Podróż do hotelu była świetnym momentem by pierwszy raz popatrzeć na stolicę Polski. Nie wygląda to najgorzej – pomyśłał i z nadzieją oddał się rozmyślaniom. Wreszcie jego oczom ukazał się imponujący hotel. Robert zapłacił taksówkarzowi, po czym wszedł do holu. Od razu przywitał go boy, a Robert udał się do recepcji. Był zadowolony, pracownicy hotelu byli sympatyczni i uśmiechnięci poinstruowali go i zaproponowali mu broszury dotyczące miasta. Bardzo dziękuję – powiedział, chętnie przejdę się jeszcze dziś gdzieś pieszo, bo taksówki u Was kosztują majątek. Recepcjonistka spojrzała na niego ze zdziwieniem i zapytała: przepraszam, ale jeśli można wiedzieć, ile zapłacił Pan za taksówkę z okęcia? Robert zastanowił się chwilę po czym poinformował miłą recepcjonistkę o sumie, którą zostawił taksówkarzowi. Recepcjonistka o mało się nie przewróciła – Trzysta złotych? Panie Robercie, przykro mi to mówić, ale został Pan oszukany. Dziś nie ma korków, a odległość nie jest duża – powinien Pan zapłacić nie więcej niż 50 złotych. Przykro mi, że tak zaczęła się Pana wizyta w naszym kraju. Proszę zawsze korzystać z korporacji taksówkowych – nigdy z prywatnych przewoźników. Nic nie odpowiedział.
Pokój był przestronny i przytulny zarazem, to dobrze bo długa podróż wykończyła Roberta, a jego marzeniem była chwila odpoczynku. Położył się i zasnął. Zdziwił się gdy okazało się że obudził się dopiero następnego dnia. Wziął szybki prysznic, zszedł na śniadanie i wrócił do pokoju. Do roboty – pomyślał i podłączył laptopa. Sprawdzał kolejne adresy i zapisywał numery telefonów. Kilka godzin później dysponował już potężną bazą kontaktów. Popatrzył na efekty swojej pracy i był z nich wyraźnie zadowolony. Założył kurtkę i wyszedł z pokoju.
Przed hotelem czekały taksówki, ale Robert na sam ich widok poczuł niesmak i odwrócił się. Ruszył długą ulicą w stronę metra. Przyzwyczajony do tłumu obcokrajowiec czuł się w Warszawie świetnie i jak to zawsze on – idąc obserwował ludzi. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to różnorodność. Piękne budynki i wysokie hotele vs. stare zniszczone kamienice. Warszawa ma swój klimat – pomyślał.
Robert był umówiony w restauracji “4 pory” z przedstawicielem agencji nieruchomości, który obiecał zbadać jego potrzeby i zaproponować mu mieszkanie do wynajęcia. Szedł w stronę miejsca spotkania pełen radości. Zastanawiał się skąd w nim tyle pozytywnej energii. Nie było to zupełnie naturalne.
Restauracja miała ciekawy wystrój, a człowiek który przywitał go ciepłym uśmiechem mówił poprawnym angielskim dzięki czemu Robert mógł wytłumaczyć mu dokładnie czego potrzebuje i na co go stać. Rozmowa upływała szybko, a jedzenie którego w międzyczasie mieli okazję spróbować było smaczne i starannie podane. Marcin, bo tak miał na imię doradca obiecał zadzwonić przed południem kolejnego dnia by zaproponować Robertowi konkretne lokalizacje. Pożegnali się i każdy poszedł w swoją stronę.
Był wieczór, miasto nie kipiało życiem, ale nie było też zupełnie pusto. Idąc w stronę Pałacu Kultury spotkał się z tym czego najbardziej się bał. Samotność. Myślał o tym, że nie ma się do kogo odezwać, nie ma z kim się spotkać na piwie, czy na spacerze. Postanowił, że poszuka jakiegoś miłego miejsca, w którym odstresuje się po ciężkim dniu. Skręcił w lewo i zniknął między uliczkami centrum. Mijał kolejne restauracje i kawiarnie. Zauważył, że nie tylko on był spacerującym wieczorem obcokrajowcem. To było miłe uczucie, usłyszeć ojczysty język w tym odlełym o tysiące kilometrów kraju. Idąc cały czas przed siebie, dotarł do kawiarni, która tętniła życiem. Postanowił wejść do środka.
Tak wiele modnych osób, tak wiele pięknych kobiet i przystojnych mężczyzn. Usiadł i zamówił szklaneczkę whiskey z wodą mineralną i dwiema kostkami lodu. Zastanawiał się gdzie pozna choć jedną osobę, której będzie mógł opowiedzieć o tym, co planuje, której będzie mógł ponarzekać lub z którą będzie mógł dzielić swoje radości. Przyjaźń jest powietrzem zadymionych miast, szczęściem zapłakanych łzami deszczu okien, potrzebuję jej jak niczego na tym świecie – myślał siedząc przy stoliku jednocześnie popijając whiskey.
Pamiętał o jutrzejszym spotkaniu z Marcinem, dlatego nie spędził w kawiarni więcej niż 30 minut. Spacerując w stronę hotelu, wpatrywał się w światła miasta. Ono żyje – pomyślał. Żyje, ale nikt tego nie widzi. Ono tętni życiem, ale nikt tego nie słyszy… dlaczego? … Myśli były doskonałym kompanem spaceru, więc z pewnym żalem minął potężne wejście do hotelu. W pokoju włączył ponownie laptopa, zapalił papierosa i zaczął czytać jednego z ulubionych blogów branżowych. Senność przyszła niespodziewanie, zaatakowała nagle, nie wyłączył więc komputera, nie zgasił światła. Położył się po prostu i zasnął, podświadomie był przerażony i podekscytowany zarazem… kolejny dzień miał przynieść wiele zmian…