Od dziś będę publikował wiersze okolicznościowe.
Jeśli macie jakiś temat, chcecie żebym napisał wiersz dla Was to piszcie ;)
pozdr,
marek
Od dziś będę publikował wiersze okolicznościowe.
Jeśli macie jakiś temat, chcecie żebym napisał wiersz dla Was to piszcie ;)
pozdr,
marek
zapominamy. tak wiele słów. tak niewiele
osób szczerych. a my zapominamy. znowu
znikają kolejni w rozdziałach zamkniętych.
dawno zamkniętych. chcę odtworzyć
przeszłość. zapomniałem jak.
znikają. zapominamy. przeszłość przelewa
się między palcami. nie przeliczysz na minuty
tego co zniknęło w jedną chwilę. cisza zapadła
w mgnieniu oka. policzysz sekundy od teraz
do wieczności. czy zapomnisz gdzie Twoje miejsce?
skupienie. pozwoli zasnąć czy zarazi
samotnością? nie zrozumiesz tych co
myśli skradli bezsenności. słowa narysowali
ciszą, by opowiedzieć o przeszłości. zapomnieli
o nas i zostaliśmy ze sobą sami.
dwadzieścia pięć lat czerwonego światła. pieprzone
przejście dla pieszych.stałam tam, wpatrując się
w idealnych ludzi pędzących za szczęściem. Na moment
zamroziłam ich uśmiechem mojego obiektywu.
ruszyli ponownie. uwolnieni z uścisku. pędzili. stałam
tam nadal. nie czując już nic zupełnie. niespodziewanie poczułam
ten zapach i zapomniałam wszystko. zgubiłam reguły
tworzone przez trzysta ostatnich miesięcy.
nieznajome oczy odnalazły mnie wśród przechodniów. a ja
nie chciałam być przechodniem tylko. nieznajome ramiona
sprawiły, że zapomniałam o jutrze. sześćset minut picia kawy
zamieniłam w zauroczenie.
modlę się by nie zapaliło się zielone. nie chcę
teraz byś ruszył na drugą stronę. zginął wśród
innych ludzi podobnych Tobie, goniących
za szczęściem po drugiej stronie.
stan silnego pragnienia. konkretny i dynamiczny.
miód na zmęczone ciało. pojawił się nagle
równocześnie z bólem brzucha. nie wiedziałem
dlaczego niepoliczalne dwieście mgnień oka
przeminęło w chwilę.
jedno drugie i trzecie wypowiedziane dawno,
pojawiło się nagle z radością klaszcząc w dłonie.
gdy prawdą jest słowo – życie kolor zmienia. gdy myślę
o niej smutek przejmuje kontrolę. gdy myślę
o niej zasypiam
sto dziewięćdziesiąt dziewięć i dwieście.
oto jesteś. prawdziwa. uzasadniona.
jedyna. szczera. długo oczekiwana. spontaniczna.
właściwa. przemyślana. dająca nadzieję na lepsze juto.
oto jesteś. spełniona. witaj obietnico.
chciałbym. co z tego. nie mam sił by dalej być. wczoraj myślałem, że mam nadal. stałem zmęczony patrząc pod nogi, a podłoga odbijała smutne światło lampy. nie widzieliście mnie. znowu. wściekłość. chciałem krzyknąć. nie wiedziałem co mam krzyczeć. boli mnie czasem. boli. gdy myślę, że jutro nadejdzie boli. gdy myślę, że nie nadejdzie kiedyś. boli. myślę. chciałbym znowu czuć. śmiech. radość. chciałbym wstać, a ciągle upadam. nie potrafię inaczej. wczoraj znowu patrzyłem w podłogę z przerażeniem. strach. światło lampy odbijane przez podłogę raziło w oczy. boli. nie mogę iść. rozwijać się. chcę nadal. chcielibyście to widzieć. to śmieszne. to żart. to prawda. smutek. boli znowu. chciałbym się uśmiechać. chciałbym mieć radość. nie mam. znowu upadłem. jak leżę twarzą do ziemi to nic nie widzę. zawsze upadam na twarz. boli wtedy. zawsze upadam gdy myślę, że stoję pewnie. chciałbym nie widzieć. nie słyszeć. być bym chciał. inaczej.
Jeśli chcesz poznać dalszą część przygód Roberta – powiedz mi o tym. Chwilowo kolejne części pozostaną nieopublikowane.
Poniżej publikuję opowiadanie – przeczytajcie je bo jest piękną kontynuacją dla wpisu “spełnienie”
Stare budynki zwartym szykiem otaczały małą wijącą się między nimi niczym wstążka ulicę. Nic w niej wyjątkowego nie było – milion takich samych ulic w wielkim mieście się znajduje. Miasto także niczym nie różniące się od innych nie mogło ciekawostkami żadnymi do siebie przyciągać.
Słońce nie było w stanie go obudzić. Wstał na dźwięk przerażającego budzika. Jak zwykle zbyt późno, jak zawsze spóźniony gwałtownym ruchem podniósł się z łóżka. Niemal biegiem zmierzał w stronę łazienki, z bólem standardowym dla pustego żołądka. Koszula, którą zakładał była po prostu czysta … z pewnością nie prasowana, z pewnością nie miał planów co do stroju zakładając ją kierował się tym by wykonać jak najmniej ruchów.
W firmie był postacią znaną. Z pewnością był dobry w tym co robi, z pewnością ceniono go za pracowitość i kreatywność, ale ludzie, z którymi pracował uważali go za niepoczytalnego. Czasem szalał w swoim pokoju, mówiąc lub nawet krzycząc sam do siebie. Był tutaj jak okaz na wymarciu… Kochał swoją pracę, spełniał się w niej i za nic w świecie nie chciałby jej zmienić. Cenił sobie firmę oraz wartości, które jej działaniu przyświecały. Znał swoje miejsce i w ramach swoich obowiązków był ekspertem. Odpowiadał za kontakt ze strategicznymi Klientami korporacji, dzięki czemu na rynku uchodził za samokowity kąsek – także dla head hunterów, którzy dzwonili do niego częściej niż można to sobie wyobrazić. Wszedł do budynku, w którym spędził ostatnie trzy lata. Pokój do którego zmierzał znajdował się na czterdziestym drugim piętrze. Minął recepcję, wszedł do pokoju, usiadł przy biurku i rozpoczął codzienne przeglądanie maili.
Robert, Mike woła Cię do siebie – rzuciła jedna z asystentek wchodząc bez pukania do pokoju.
Idę – mrknął pod nosem i wyszedł z pokoju.
Mike miał czterdzieści kilka lat i w branży był znaną postacią. Kierował działami projektów od kiedy w ogóle słowo projekt zaczęło funkcjonować. Niektórzy śmiali się, że w ogóle on je wymyślił.
Robert zapukał dwa razy i wszedł przez i tak uchylone drzwii.
Biuro Mike’a było jednym z tych biur, o których większość managerów może tylko pomarzyć. Piękne meble, które sam wybrał ukazywały jego charakter.
Dynamiczny i stanowczy szef, w korporacji która była obiektem marzeń.
Siadaj Robercie – powiedział z nie znoszącym sprzeciwu tonem.
Robert usiadł i z dość pewnym wyrazem twarzy spojrzał na swojego przełożonego. Nigdy się nie lubili. Nigdy też tego nie ukrywali. Funkcjonowali nie razem, a obok siebie już ponad trzy lata.
co tam Mike? co się dzieje? – zapytał Robert, z miną zdradzającą, że sam już zaczął zastanawiać się nad odpowiedzią na to pytanie. Mike zdawał się nie słyszeć. Prawdopodobnie, nie słyszał naprawdę. Wiedział co chce powiedzieć i nie bardzo interesowało go co do powiedzenia ma Robert.
Robercie – zaczął, Jak myślisz, co jest najważniejsze w naszej pracy? – zanim Robert zdążył nabrać powietrza zrozumiał, że to nie było pytanie. Wiesz Robercie, że nasze wyniki w tym półroczu przekroczyły o ponad 12% plany, które zobie założyliśmy? Czy wiesz, że jesteśmy najdynamiczniej rozwijającą się korporacją w stanach? Jak myślisz Robercie… dlaczego? zapadła cisza.
Robert zastanawiał się jaki jest cel tej rozmowy i dlaczego szef mówi mu o rzeczach, które są jasne dla wszystkich pracujących w Y&C – największej w stanach i pewnie jednej z największych na świecie korporacji zajmującej się projektowaniem strategii marketingowych.
Robert spojrzał na szefa, zamyślił się przez sekundę, po czym wstał i podszedł do okna. Widok, którym cieszył oczy był bajkowy. Patrzył z góry na mniejsze budynki, samochody i ludzi, którzy nieświadomi swojego celu pędzą przed siebie goniąc codzienność.
Mike, zaczął obserwując nadal niedościgniony punkt na horyzoncie, Mike dziś jest mój ostatni dzień. Nie zostanę w Y&C, oszczędź mi więc lekcji. Chociaż tyle chyba możesz dla mnie zrobić.
Przełożony uśmiechnął się pod nosem.
Wiesz Robert, że nie dostaniesz żadnej pracy – żadnej. Nie pozwolę Ci odejść. Szczególnie w takim momencie – kiedy obaj możemy stanąć na szczycie. Nie tego chciałeś? Być panem świata? Odejście to Twój największy błąd.
Daj spokój Mike – powiedział z uśmiechem. Nie mam na to ochoty, ani czasu. Spojrzał na przełożonego i wyszedł. Dzień minął mu bardzo szybko. Jak nigdy… wszystko czego potrzebował załatwił dziś w mgieniu oka. Wszystko układało się po jego myśli. Ten dzień był piękny sam w sobie.
Wracając zajrzał do ulubionego baru. Nie pił. Nie był też smakoszem. Po prostu raz na jakiś czas lubił napić się whiskey z wodą mineralną i dwoma kostkami lodu.
Najdziwniejsze jest to, że sam do końca nie wiedział czemu miesiąc temu złożīł wymówienie. Zachowywał się jednak w sposób sugerujący, że wie dokładnie co robi. Było wręcz odwrotnie. Nie miał zielonego pojęcia co robi. Znał jedynie swój cel. Wszystko, co miało nastąpić, było nieuniknione dla jego realizacji. Powtarzał to sobie przez ostatnie trzydzieści dni, nie rozumiejąc co to tak naprawdę znaczy.
Mijał ludzi patrząc im w oczy. Zastanawiał się o czym myślą. Kim są. Próbował odgadywać ich imiona. Wracał do domu wiedząc, że ma w sobie tyle odwagi by zrealizować plan, który dopiero kilka dni temu zrodził się w jego głowie. Jeszcze tego wieczoru miał wybrać miejsce, które zawładnie jego życiem na zawsze…
cdn….
Skoro już masz marzenie, pewnie myślisz o tym, co zrobić by stało się ono rzeczywistością. Nic bardziej mylnego. Waża informacja – otrzymujesz nie to, czego chcesz, ale to na czym się koncentrujesz. Brzmii to nijak. Niby co to oznacza? Zabawa polega na tym, że nie ma tu wielkiej filozofii. Jest po prostu cel i sposób realizacji. Wszystko zależy tylko od tego, czy naprawdę chcesz i czy koncentrujesz się na celu. Jak się koncentrować? Najlepszy sposób jaki znam to … dziękowanie. Możesz udać choć na chwilę, że masz to co było obiektem Twoich marzeń? Zrób to! Mało tego, podziękuj za to, że już to masz.
Koncentruj się na radości z posiadania, a nie z problemów na które natykasz się podczas realizacji. Wyobraź sobie siebie i swój cel. Ciesz się i dziękuj już teraz. Brzmii banalnie? Może i tak, ale działa… Zabawa, bo tak potraktuj to co robisz polega na przyciągniu.
Powiedz … jak to jest, że biedna osoba, która ciągle rozpacza nad swoim stanem finansowym, mówi, że nie ma pieniędzy, że brakuje … nigdy nie wychodzi na prostą? … a jak to jest, że bardzo bogaci ludzie, zarabiają jeszcze więcej? … skąd biorą się genialne pomysły na milionowe interesy? Co … z nikąd? Z doświadczenia? Brednie …. Skup się na celu, a nie na sposobie w jaki go osiągniesz.
Jeśli bogaty wie, że ma dużo kasy, myśli o niej, wydaje ją, cieszy się stanem swojego konta… to w ten prosty sposób przyciąga do siebie gotówkę… martwiący się niedoborem biedak… przyciąga do siebie biedę. Ta prosta zasada spotyka nas na codzień… uśmiechając się do innych sprawiasz, że oni uśmiechają się do Ciebie …,
a pomysły … skąd się biorą… ile razy powiedzieliście… “dlaczego na to nie wpadłem, przecież to takie proste” … dlaczego? dlatego, że wpadł na nie człowiek o jasno sprecyzowanych celach. wiedział, że je osiągnie, codziennie dziękował za sukces, a pomysł pojawił się sam – wszechświat wygenerował sposób na realizację celów, które człowiek do siebie przyciągał na codzień….
Spróbuj mając swój cel pomyśleć o tym, że został osiągnięty. Zamknij oczy. Wyobraź to sobie. Zobacz siebie cieszącego się z realizacji celu. Potem otwórz oczy i wierz w to, że to co widziałeś… jest rzeczywistością… przyciągaj do siebie dobre rzeczy …
Mijając ulice z prędkością światła oglądałem kolejne wystawy. Co knajpa, co restauracja, co przecznica spotykałem najróżniejsze możliwości zakupowe. Przyjaciele wizerunkowo, przyjaciele finansowo. Z kim warto rozmawiać, a z kim lepiej się nie pokazywać. Kto jest fajny, kto potrzebny?
Polska to kraj aktorów.
Poznajesz kogoś, poświęcasz tej osobie swój czas i zainteresowanie. Dajesz z siebie dużo. Interesujesz się jej problemami. Rozmawiasz, radzisz, pocieszasz. Pomagasz. Widzisz w niej przyjaciela. Cieszysz się, bo przyjaźń to żadkie uczucie.
Nagle, okazuje się, że Twój przyjaciel ma ważniejsze rzeczy niż kontakt z Tobą. Kontaktuje się z Twoimi kolegami, z którymi go poznałeś żeby załatwić sobie potrzebne rzeczy – z Tobą jakoś już kontaktować się nie potrzebuje. Kategoryzacja – przyjaciele ważni i przyjaciele potrzebni to dziś normalka.
Wiesz kim jesteś? Czy wiesz tak naprawdę kim są ludzie, którzy Cię otaczają? Czy byliby obok Ciebie niezależnie od własnych interesów? Czy poświęciliby dla Ciebie swoje nerwy? Czy zrobiliby to wszystko – nie otrzymując niczego w zamian?
Czasem wydaje Ci się, że jesteś wysoko. Czasem myślisz, że jesteś ważny. Posłuchaj… nie jesteś ani wysoko, ani nie jesteś nikim istotnym. Ważnym jest się dla przyjaciół. Nie dla przypadkowych osób kręcących się obok. Czas weryfikuje Twoje spostrzeżenia.
Gdy nagle obudzisz się i zrozumiesz, że źle ustawiłeś priortety, gdy zrozumiesz, że straciłeś to co miało wartość, a zyskałeś to co nic nie znaczy… będzie już za późno.
Nie jest przyjacielem ten kto może Ci pomóc. Nie jest przyjacielem ten, którego możesz wykorzystać we własnych celach. To nie jest Twój przyjaciel – to Twój pomocnik.
Przyjaciel to zbyt trudne słowo – szkoda go nadużywać, gdy się go nie rozumie.
najgorszym jest świętować sukces wśród statystów, których oceniasz jako przyjaciół, bo wtedy porażki będziesz przeżywał samotnie.
Dzień dobry,
Jeden łyk kawy plus isostar,
Dwie myśli, spojrzenie w lustro,
Wychodzę, a kac i tak został.
Jak opisać szczęście,
Pytam, jak nakreślić sukces słowem ?
Uśmiech porannej kawy,
Gotowe
…………………………………………………………………………..
Wśród opowieści niestworzonych,
Prawd zapomnianych dawno,
Jedna jest pewna jak wschód słońca,
O której nie zapomniano,
Z wewnątrz nas, lecz nie od serca,
Z całej naszej osoby,
Bije szczęście w wirujących cząsteczkach,
Częstotliwości na sukces gotowych,
To tajemnica wielka,
Pilnie strzeżona od wieków,
Że czas nie istnieje, a bogactwo…
Jest od zawsze w człowieku,
Cokolwiek w pragnienie obracasz,
Oddalać się będzie od Ciebie,
Musisz poczuć, że już masz, dziękować,
Tajemnica skryta jest w wierze,
Pieniądze, zdrowie, uczucia,
Wszystko przychodzi z łatwością,
Proś, dziękuj dostawaj na co dzień,
Zwielokrotnione wielokrotnością,
Każdy ze skarbów świata,
Marzenie nikomu nie ujawnione,
Zrozum że już jest w Twym ręku,
Patrz dziękuj, że jest spełnione,
Mówią, że wiara góry przenosi,
Nie widział tego nikt w żadnym wieku,
Zrozum, to nie przenośnia,
Nieziemska moc jest w człowieku,
Ja mam to wszystko,
Pieniądze zdrowie miłości wątek,
Poznałem sekret tworzenia,
A to dopiero początek.
Gdybym tak stanął nad przepaścią
Zobaczyć mógłbym więcej
Mógłbym więcej zrozumieć
W ostatniej chwili
Mógłbym poczuć chłód morza
Dotknięty ramieniem wiatru
Obudzić się w locie
Nie patrząc w dół
Spojrzałbym w oczy światu
Na chwilę krótką jedynie
On zrozumiałby me myśli
Które znikają wraz ze mną
Uderzeniem delikatnym
W ramiona oceanu się oddając
Otwieram dopiero oczy
Budzę się do życia, dobranoc …
Nieskończenie daleka myśl
Poskromiła moje marzenia bez skrupułów
Spojrzała na nie z uśmiechem
I zniknęła
Pojawiała się zawsze gdy marzyłem
Gdy nieokiełznana radość targała mym umysłem
Chciałem ją zabić, ale zrobić to mogę tylko wtedy
Gdy sam zniknę
A może jest jakaś siła
Gdzieś ponad wszystkim, ponad bytem
Bym mógł dalej płynąć – nie myśleć
Bym marzył z dawnym zachwytem
Ruszyłbym po nią zbrojny w idee
Z mieczem bajecznym i tarczą z prawdy
To wolność słowa to piszą ludzie
Lecz marzyć tutaj nie może każdy
Nie dane to wszystkim
Przykre – lecz wstęp jest wzbroniony
Do domu rozpusty słowa ? burdelu słabości ?
Nie wejdziesz ….. słowem natchniony
Siadasz i krzyczysz myślami w przestrzeń
Wysyłając częstotliwości skomplikowane
Wszechświat cicho lecz odpowiada
Marzenia są zakazane
Nie dane mi dotknąć Cię ni pozbyć się myśli
Co niszczy, ścina mnie z nóg jak wódka
Marzenie moje że miał Cię będę
zniknie ze mną – utonie w smutkach
Chciałbym przez minutę usiąść jako nie ja
Chciałbym przez chwilę spojrzeć
Jeśli tylko jest nadzieja
To ja ją w nas dojrzę
Gdy ona krzyknie, że widzi mnie nowego
Gdy powie tylko, że wierzy w me oczy
Co u mnie ? u mnie nic nowego
Tylko Twój dotyk
Czuję go gdy piszesz do mnie
Czuję, że dotykasz gdy dzwonię
Za krótko jeszcze by zacząć od wspomnień
Patrzę jeszcze przez moment
Znikasz gdzieś w telefonie
Toniesz w fali wiadomości
Może po prostu teraz do Ciebie zadzwonię
Choć jesteś tu obok w nicości
Bo nie ma nic przecież poza myślami
One wizualizują nam przyszłość
Słowami opiszę to co widzę w sercu
I zniknie nicość
maluję marzeniami rzeczywistość
nagą i piękną, ciszą krzyczącą
widać przez nią wszystko
i plażę i dzieci co wodę mącą
i słowa widać jak lecą w miejscu
i giną w tej ciszy
niezależnie od znaczeń i ilości wersów
giną, a nikt ich nie liczy
narysuję wiersz znowu
czuję że mogę
więc zaufam dziś słowu
wybieram drogę
i ginę w przestrzeni tych słów i fraz wielu
nikt mnie nie zliczy
sam zmierzam do celu
on milczy …
ja milczę i chwilę mam tylko
gdzie jestem ? gdzie on jest
ja czyli on zniknął