pisane słowem – Marek Stankiewicz

Grudzień 3, 2008

tra la la la / miłosne zagwostki

słowami wiatru opowiedziałaś
mi bajkę. piękną radosną jak
pieśni weselne. chciałaś napisać mi list o miłości
napisałaś niewiele

słow nam brakuje by opisać emocje.
nie ma ich tyle co impulsów i myśli.
chciałem by wieszcz opisał co czuję
lecz nic nie wymyślił

a może miłość to wielka ściema
psikus chemików, zabawa mózgiem
nie wiem co znaczy zew feromonów
a mimo to Ciebie wciąż czuję

tak inni i różni od siebie bardzo
czerń i biel stojący na przeciw siebie
marzą o jednej wspólnej historii
czy im się uda – nie wiem

Październik 6, 2008

Historia człowieka, który stał się Bogiem / wyjaśnienie

Filed under: słowem — marekstankiewicz @ 2:51 pm
Tags: , , , , , , , , , ,

Jeśli chcesz poznać dalszą część przygód Roberta – powiedz mi o tym. Chwilowo kolejne części pozostaną nieopublikowane.

Wrzesień 29, 2008

Historia człowieka, który kiedyś stał się Bogiem – cz3

Welcome – pomyślał Robert i podniósł się z miejsca. Pogoda była dość ładna, dlatego poczuł przypływ radości. Rozejrzał się jeszcze zanim wsiadł na pokład autobusu. 
- Jaki to śmieszny język – pomyślał. Czekając na bagaż obserwował ludzi i zastanawiał się jak odnajdzie się w ich świecie. Po chwili zobaczył swoją walizkę i ruszył w stronę wyjścia. Terminal nie był zbyt duży, nie miał więc obaw, że straci orientację. Gdy wyszedł z budynku zobaczył potężną kolejkę. Jak się szybko zorientował, podróżni czekali tu na taksówki.
- Niesamowite – pomyślał. Już chciał stanąć na jej końcu, gdy przypomniał sobie, że nie wymienił pieniędzy. Wrócił więc do budynku w poszukiwaniu kantoru. Zobaczył wyraz w znajomym języku po czym podszedł zadowolony do okienka. Powiedział, że chciałby wymienić pieniądze. Pani popatrzyła na niego z dziwnym wyrazem twarzy. Mimo, że napis nad jej głową był po angielsku ona nie miała zielonego pojęcia na temat posługiwania się językiem angielskim. Wyjął więc 1000 $ i pokazał pracownicy kantoru. Pani uśmiechnęła się po czym wymieniła pieniądze na ojczystą walutę.

Robert wrócił na postój taksówek. – Spędzę tu pewnie całą noc zanim przyjdzie moja kolej – pomyślał. W pewnej chwili podszedł do niego jakiś mężczyzna i zaczął coś mówić. Robert powiedział, że nic nie rozumie i że mówi tylko po angielsku. “No problem. English ok” powiedział nieznajomy po czym uśmiechnął się i powiedział: “Taxi?” Robert ucieszył się skinął głową i ruszył za nieznajomym. Był szczęściarzem, ominęła go niesamowicie długa kolejka. Nieznajomy taksówkę miał dość daleko od terminalu, ale Roberta to nie interesowało. Gdy doszli do samochodu Pan z uśmiechem włożył jego bagaż do bagażnika i spojrzał wymownie oczekując na dalsze wytyczne.
- Hotel Intercontinental – powiedział Robert, na co Pan zareagował uśmiechem i ponownie uraczył go miłym “No problem”. Podróż do hotelu była świetnym momentem by pierwszy raz popatrzeć na stolicę Polski. Nie wygląda to najgorzej – pomyśłał i z nadzieją oddał się rozmyślaniom. Wreszcie jego oczom ukazał się imponujący hotel. Robert zapłacił taksówkarzowi, po czym wszedł do holu. Od razu przywitał go boy, a Robert udał się do recepcji. Był zadowolony, pracownicy hotelu byli sympatyczni i uśmiechnięci poinstruowali go i zaproponowali mu broszury dotyczące miasta. Bardzo dziękuję – powiedział, chętnie przejdę się jeszcze dziś gdzieś pieszo, bo taksówki u Was kosztują majątek. Recepcjonistka spojrzała na niego ze zdziwieniem i zapytała: przepraszam, ale jeśli można wiedzieć, ile zapłacił Pan za taksówkę z okęcia? Robert zastanowił się chwilę po czym poinformował miłą recepcjonistkę o sumie, którą zostawił taksówkarzowi. Recepcjonistka o mało się nie przewróciła – Trzysta złotych? Panie Robercie, przykro mi to mówić, ale został Pan oszukany. Dziś nie ma korków, a odległość nie jest duża – powinien Pan zapłacić nie więcej niż 50 złotych. Przykro mi, że tak zaczęła się Pana wizyta w naszym kraju. Proszę zawsze korzystać z korporacji taksówkowych – nigdy z prywatnych przewoźników. Nic nie odpowiedział. 

Pokój był przestronny i przytulny zarazem, to dobrze bo długa podróż wykończyła Roberta, a jego marzeniem była chwila odpoczynku. Położył się i zasnął. Zdziwił się gdy okazało się że obudził się dopiero następnego dnia. Wziął szybki prysznic, zszedł na śniadanie i wrócił do pokoju. Do roboty – pomyślał i podłączył laptopa. Sprawdzał kolejne adresy i zapisywał numery telefonów. Kilka godzin później dysponował już potężną bazą kontaktów. Popatrzył na efekty swojej pracy i był z nich wyraźnie zadowolony. Założył kurtkę i wyszedł z pokoju.

Przed hotelem czekały taksówki, ale Robert na sam ich widok poczuł niesmak i odwrócił się. Ruszył długą ulicą w stronę metra. Przyzwyczajony do tłumu obcokrajowiec czuł się w Warszawie świetnie i jak to zawsze on – idąc obserwował ludzi. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to różnorodność. Piękne budynki i wysokie hotele vs. stare zniszczone kamienice. Warszawa ma swój klimat – pomyślał. 

Robert był umówiony w restauracji “4 pory” z przedstawicielem agencji nieruchomości, który obiecał zbadać jego potrzeby i zaproponować mu mieszkanie do wynajęcia. Szedł w stronę miejsca spotkania pełen radości. Zastanawiał się skąd w nim tyle pozytywnej energii. Nie było to zupełnie naturalne. 

Restauracja miała ciekawy wystrój, a człowiek który przywitał go ciepłym uśmiechem mówił poprawnym angielskim dzięki czemu Robert mógł wytłumaczyć mu dokładnie czego potrzebuje i na co go stać. Rozmowa upływała szybko, a jedzenie którego w międzyczasie mieli okazję spróbować było smaczne i starannie podane. Marcin, bo tak miał na imię doradca obiecał zadzwonić przed południem kolejnego dnia by zaproponować Robertowi konkretne lokalizacje. Pożegnali się i każdy poszedł w swoją stronę. 

Był wieczór, miasto nie kipiało życiem, ale nie było też zupełnie pusto. Idąc w stronę Pałacu Kultury spotkał się z tym czego najbardziej się bał. Samotność. Myślał o tym, że nie ma się do kogo odezwać, nie ma z kim się spotkać na piwie, czy na spacerze. Postanowił, że poszuka jakiegoś miłego miejsca, w którym odstresuje się po ciężkim dniu. Skręcił w lewo i zniknął między uliczkami centrum. Mijał kolejne restauracje i kawiarnie. Zauważył, że nie tylko on był spacerującym wieczorem obcokrajowcem. To było miłe uczucie, usłyszeć ojczysty język w tym odlełym o tysiące kilometrów kraju. Idąc cały czas przed siebie, dotarł do kawiarni, która tętniła życiem. Postanowił wejść do środka.

Tak wiele modnych osób, tak wiele pięknych kobiet i przystojnych mężczyzn. Usiadł i zamówił szklaneczkę whiskey z wodą mineralną i dwiema kostkami lodu. Zastanawiał się gdzie pozna choć jedną osobę, której będzie mógł opowiedzieć o tym, co planuje, której będzie mógł ponarzekać lub z którą będzie mógł dzielić swoje radości. Przyjaźń jest powietrzem zadymionych miast, szczęściem zapłakanych łzami deszczu okien, potrzebuję jej jak niczego na tym świecie – myślał siedząc przy stoliku jednocześnie popijając whiskey. 

Pamiętał o jutrzejszym spotkaniu z Marcinem, dlatego nie spędził w kawiarni więcej niż 30 minut. Spacerując w stronę hotelu, wpatrywał się w światła miasta. Ono żyje – pomyślał. Żyje, ale nikt tego nie widzi. Ono tętni życiem, ale nikt tego nie słyszy… dlaczego? … Myśli były doskonałym kompanem spaceru, więc z pewnym żalem minął potężne wejście do hotelu. W pokoju włączył ponownie laptopa, zapalił papierosa i zaczął czytać jednego z ulubionych blogów branżowych. Senność przyszła niespodziewanie, zaatakowała nagle, nie wyłączył więc komputera, nie zgasił światła. Położył się po prostu i zasnął, podświadomie był przerażony i podekscytowany zarazem… kolejny dzień miał przynieść wiele zmian…

Wrzesień 19, 2008

part 2 – Po ile przyjaźń? oraz wstęp do planowania szczęścia

Ależ zamieszanie….. Poprzedni artykuł nie miał sugerować tego, że nie warto mieć przyjaciół… nie. Na ich posiadaniu opiera się nasze życie. Są super ważnym elementem naszej egzystencji. 

Najważniejszą sprawą jest poznanie definicji przyjaźni. To niesamowity błąd, gdy mówi się o osobie, którą po prostu lubimy “przyjaciel”. Troszkę zrozumienia…. jeśli będziemy codziennie powtarzać jakąś kwestię, stanie się ona dla nas mniej wartościowa. Prosty przykład…: jeśli każdej kobiecie bądź każdemu mężczyźnie na naszej drodze życiowej będziemy mówić “kocham Cię” … to czy to jest coś warte?  Czy da się kochać każdego z kim się jest? Jeśli kobieta, która mówiła swoim poprzednim 10 facetom, że ich kocha powie to nam – to czy zrobi to na nas takie samo wrażenia, jak słowa “kocham Cię” wypowiedziane przez kobietę poraz pierwszy? 

Czy jeśli każdy kolega i każda koleżanka zostaną nazwani przyjaciółmi – to nie zatrze się różnica między kolegą znajomym i przyjacielem? Czy widzicie różnicę? Ja widzę… 

Cóż jest wyjątkowego w przyjaźni, jeśli jest ona masowa? Przyjaźń to produkt luksusowy, a jeśli coś ma być luksusowe to nie może być masowe, to musi być ekskluzywne, nie dostępne dla wszystkich. Pamiętajmy o tym, by ważyć słowa, których używamy, jeśli nie będziemy tego robić – stracą swoją magiczną wartość.

 

(wstęp do planowania szczęścia)

Potraktuj przyjaźń i miłość i zaufanie i szczerość jak produkty. Potraktuj je tak. Zobaczysz jak zmienią one swój wizerunek w Twoich oczach. Wyobraź sobie, że są to marki, którymi zarządzasz. Zdecyduj się na grupę celową dla tych produktów, zaplanuj sobie jak chcesz je komunikować. Wymyśl i przygotuj strategię dla realizacji postawionych przez każdym z produktów celów. Może ktoś powie, że to trochę nie ludzkie… Jednak popatrz ile razy zostałaś zawiedziona ? Ile razy stanąłeś przed lustrem i powiedziałeś: “stary nie potrzebnie to zrobiłeś” … chcesz wystrzegać się takich błędów… zacznij planować. 

Postaraj się budzić z myślą “dziękuję za ten dzień” … zanim go przeżyjesz. Ciesz się nim, planuj wszystkie wspaniałe chwile i dziękuj za nie zanim się staną rzeczywistością. Przyciągaj swoimi myślami dobre rzeczy. Jeśli w coś wierzysz, ale nie mówisz sobie, że wierzysz tylko naprawdę tak jest … zrealizujesz marzenia. Nie ma ograniczeń – świat stoi otworem i jeśli zajmiesz się tym, co dobre – to co dobre przyjdzie do Ciebie

Wrzesień 15, 2008

wideło, czyli jak pokazać, że jest się nowoczesnym

Jakie to modne. WPtv pojawiło się niedawno jako kanał youtube. wow. Pojawił się także kanał banku ING. Pomyślałem, że możnaby się zastanowić nad wartością takich działań. W przypadku banku ING uważam to za dobre rozwiązanie ponieważ fajnie gdy bank potrafi się pokazać od luźnej strony, bo młody target nie koniecznie uwielbia krawaty i niebieskie koszule z białymi kołnierzykami. Potrzebują oni banku przyjaznego, otwartego, “wyposażonego w siły robocze” potrafiące ludzkim językiem (nie finansowym) przekazać informacje o benefitach płynących z prawodzenia rachunku tu, a nie gdzie indziej. Bank ING w Polsce działa odważnie – to cieszy. Szczególnie w internecie, gdzie ludzie weryfikują wszelkie zasłyszne informacje oraz mają możliwość krytykowania – bez wystawiania się na krytykę… ah ta anonimowość. ING pod tym względem działa świetnie i mam nadzieję, że szanowni planujący będą nadal trzmali wysoki poziom działań w sieci. Chociaż w Polsce i tak działają delikatnie…. co innego na świecie… http://www.i-needtogo.com/ – ciekaw jestem kiedy w taki otwarty sposób będą się promowały banki w Polsce.

Co innego WPtv. … poszukuję odpowiedzi na pytanie: Po cholerę? Szef projektu WPtv mówi, że “Liczymy na to, że współpraca z YouTube przyczyni się do umocnienia świadomości brandu WPtv wśród polskich internautów” … serio ? a nie przyczyni się to działanie przede wszystkim to umocnienia świadomości brandu “youtube” ? tylko po co umacniać coś co jest najmocniejsze ) ? jeśli o mnie chodzi to takie działanie mówi jedynie: “my nie jesteśmy fajni, ale staniemy obok kogoś fajnego i może wtedy też się tacy staniemy”. Zamiast umacniać swoją pozycję przyczyniacie się do utrwalenia w świadmości internautów: “nie wchodźcie na seriws wptv wejdźcie na youtube i tam ewentualnie zobaczcie czy jest coś nowego / ciekawego.” 

dużo się dzieje w strefie wideo. Interaktywne, kastomizowene sekwencje, które mają urozmaicić naszą obecność w siecie są szansą dla wielu brandów, ale są też zagrożeniem. To trochę chyba jak ze wszystkim, w odpowiednich rękach stanowi wartość, a w nie odpowiednich doprowadza do żenujących aktywności tłumaczonych niezrozumiałymi sformułowaniami wyciągniętymi żywcem wprost ze słownika wyrazów trudnych dziwnych i ciekawych.

 

zaczerpnięte z http://w4oczy.wordpress.com

dzień dobry. Po ile przyjaźń ?

Mijając ulice z prędkością światła oglądałem kolejne wystawy. Co knajpa, co restauracja, co przecznica spotykałem najróżniejsze możliwości zakupowe. Przyjaciele wizerunkowo, przyjaciele finansowo. Z kim warto rozmawiać, a z kim lepiej się nie pokazywać. Kto jest fajny, kto potrzebny? 

Polska to kraj aktorów. 

Poznajesz kogoś, poświęcasz tej osobie swój czas i zainteresowanie. Dajesz z siebie dużo. Interesujesz się jej problemami. Rozmawiasz, radzisz, pocieszasz. Pomagasz. Widzisz w niej przyjaciela. Cieszysz się, bo przyjaźń to żadkie uczucie. 

Nagle, okazuje się, że Twój przyjaciel ma ważniejsze rzeczy niż kontakt z Tobą. Kontaktuje się z Twoimi kolegami, z którymi go poznałeś żeby załatwić sobie potrzebne rzeczy – z Tobą jakoś już kontaktować się nie potrzebuje. Kategoryzacja – przyjaciele ważni i przyjaciele potrzebni to dziś normalka. 

Wiesz kim jesteś? Czy wiesz tak naprawdę kim są ludzie, którzy Cię otaczają? Czy byliby obok Ciebie niezależnie od własnych interesów? Czy poświęciliby dla Ciebie swoje nerwy? Czy zrobiliby to wszystko – nie otrzymując niczego w zamian? 

Czasem wydaje Ci się, że jesteś wysoko. Czasem myślisz, że jesteś ważny. Posłuchaj… nie jesteś ani wysoko, ani nie jesteś nikim istotnym. Ważnym jest się dla przyjaciół. Nie dla przypadkowych osób kręcących się obok. Czas weryfikuje Twoje spostrzeżenia. 

Gdy nagle obudzisz się i zrozumiesz, że źle ustawiłeś priortety, gdy zrozumiesz, że straciłeś to co miało wartość, a zyskałeś to co nic nie znaczy… będzie już za późno. 

Nie jest przyjacielem ten kto może Ci pomóc. Nie jest przyjacielem ten, którego możesz wykorzystać we własnych celach. To nie jest Twój przyjaciel – to Twój pomocnik. 

Przyjaciel to zbyt trudne słowo – szkoda go nadużywać, gdy się go nie rozumie. 

najgorszym jest świętować sukces wśród statystów, których oceniasz jako przyjaciół, bo wtedy porażki będziesz przeżywał samotnie.

Maj 30, 2008

powiedz stop wariatom życiowym

Gdzie pędzę ? Niesamowicie dziwnie brzmi to pytanie…
Jesteś w liceum uczysz się, nabierasz doświadczenia w przyswajaniu wiedzy. Idziesz na studia znając kierunek swoich zainteresowań. Starasz się mieć jak najlepsze wyniki w nauce…

Bronisz się … brawo

Zaczynasz pracę. Okazuje się, że wiedza nabyta na studiach różni się niesamowicie od teorii wykładanej na uczelni. Okazuje się, że znowu trzeba się uczyć. Uczysz się. Poznajesz kolejne zagadnienia. Wolny czas poświęcasz na studiowanie materiałów związanych z pracą. Zdobywasz wiedzę równocześnie bogacisz się w doświadczenia. Awansujesz … brawo.
Pamiętasz jak niedawno byłeś asystentem? Wczoraj cieszyłeś się z awansu w agencji, dziś jesteś już managerem w korporacji. Pędzisz.

Stop.

Pamiętasz ostatnie 5 lat? Pewnie, że pamiętam. Zrobiłem niesamowity projekt – STOP!

Pytam czy pamiętasz ostatnie pięć lat?!! Pamiętasz jak się poznaliśmy? Jak byłam ubrana?
Co mówiłam? Pamiętasz, co mi obiecałeś na pierwszych wspólnych wakacjach? Pamiętasz, co dałeś mi w prezencie na gwiazdkę?

Gdzie pędzisz?

Z roku na rok, na Twoim koncie co miesiąc jest więcej. Pensje, bonusy, nagrody. Szkolenia, warsztaty, konferencje. Jaką część ostatnich 43 800 godzin zajęła Ci praca? Gdzie wydałeś swoją kasę? Kiedy cieszysz się pensją? Pamiętasz prezent jaki kupiłeś? Pamiętasz … jak się zastanowisz przypomnisz sobie ile na niego wydałeś…, ale spróbuj sobie przypomnieć co Tobą kierowało podczas zakupów…

Stop.

Praca to wspaniała rzecz. To możliwości i szanse. To zwycięstwa i porażki, ale żeby odnaleźć się w tej iluzji musisz zrozumieć wokół czego kręci się świat. Wokół pracy? Wokół pieniędzy? Władzy?

Może warto się zatrzymać. Zastanowić się czy będziesz miał na kogo wydać te pieniądze. Czy będziesz miał komu sprawić nimi prawdziwą radość? Na czyjej twarzy swoją obecnością wywołasz szczery uśmiech…

Stop.

Właściwie to start … tylko może nie pędź najszybciej jak potrafisz, w życiu też obowiązuje ograniczenie prędkości.

Maj 21, 2008

Romantycznie – dwa spojrzenia / dwie strony medalu

Nasz romantyczny Schedule

On:

Rano podgrzeję bułki. Podgrzewam je niczym zawodowiec. Wycisnę sok z pomarańczy, choć strasznie tego nie lubię. Nie lubię brudzić rąk. Przyniosę Ci śniadanie do łóżka, a potem odwiozę Cię do pracy. Zadzwonię spytam jak się czujesz, wyślę sms’a, że kocham. Przyjadę po Ciebie po południu i zabiorę do domu. Podam własnoręcznie przygotowany obiad – risotto z truflami i szampanem. Obejrzymy film, pójdziemy na spacer, opowiemy sobie o tym jak minął dzień. Zrobię herbatki podam smakołyki, a potem spotkamy się w sypialni. Przytulę Cię i zaśniemy by jutro spać do trzynastej. Weekend przed nami. Będzie leniwie, będzie aktywnie. Aktywnie pojedziemy za miasto, by leniwie czas spędzać. Wrócimy w niedzielę. Wieczorem podam kolację – cielęcina w sosie z kaparów (tym razem lepiej ją pokroję). Zaśniemy razem, bym jutro rano przyniósł sok do łóżka.

Z drugiej strony Ona:

Kochanie jak podgrzewasz bułki – wyczyść piekarnik, śmierdzi w całej kuchni potem spalenizną. Zawsze jak wyciskasz sok – to jest on po prostu wszędzie – masakra. Kuchnia wygląda jakby imprezę miało tam studenckie zrzeszenie picia browca. Nie będę już wspominała, że nie chcę jeść w łóżku. Wszędzie są okruszki – nie da się spać potem. Poza tym wiem jaki jesteś niezadowolony, gdy musisz wyjść z domu dwie godziny wcześniej by odwieźć mnie do pracy. Kochanie nie musisz osiemset razy dziennie przekonywać mnie o swoim uczuciu. Fajnie, że przyjechałeś po mnie. Nie chciało mi się wracać komunikacją. Obiad wygląda pysznie. Nie jest aż tak smaczny jak opowieść o nim. Kuchni nawet nie chcę oglądać. Mam słabe serce, za słabe na takie widoki. Oczywiście film. Miejsce na kanapie jest już po prostu przystosowane do Ciebie. Przybrało Twój kształt. Słodycze wieczorem – no tak najlepiej się napchać. Mógłbyś się nie odwracać do mnie tyłkiem. Jutro sobota, mam nadzieję, że nie będziesz spał do trzynastej. Może ruszymy gdzieś za miasto. Gdybyśmy wyjechali rano, a nie przed osiemnastą mielibyśmy dwa dni. Jest niedziela wieczór, zaraz muszę się położyć, przecież rano zaczynam pracę. Nie mów, że teraz będziesz robił tą ciężką cielęcinę – matko jakie to słone. Kładę się. Może zapomnisz jutro o kruszeniu w łóżku.

Tak się zastanawiam – dziękuję kochanie, że nie jesteś taka. Dziękuję, że potrafisz się cieszyć małymi rzeczami. Dziękuję, że każdy dzień – to dzień szczęśliwy, niezależnie od nastroju. Nawet jak krzyczysz i się wściekasz wiem, że kochasz. Ja też.

Maj 20, 2008

nie możesz wiedzieć wszystkiego

Filed under: słowem — marekstankiewicz @ 12:27 pm
Tags: , , , , , , ,

cytat, który dziś wydał mi się bliski

Pewnego dnia, gdy synowie i córki jedli i pili w domu najstarszego brata,
przyszedł posłaniec do Hioba i rzekł: «Woły orały, a oślice pasły się tuż obok. Wtem napadli Sabejczycy, porwali je, a sługi mieczem pozabijali, ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Ogień Boży spadł z nieba, zapłonął wśród owiec oraz sług i pochłonął ich. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Chaldejczycy zstąpili z trzema oddziałami, napadli na wielbłądy, a sługi ostrzem miecza zabili. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Twoi synowie i córki jedli i pili wino w domu najstarszego brata. Wtem powiał szalony wicher z pustyni, poruszył czterema węgłami domu, zawalił go na dzieci, tak iż poumierały. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść».
Hiob wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł:
«Nagi wyszedłem z łona matki
i nagi tam wrócę.
Dał Pan i zabrał Pan.
Niech będzie imię Pańskie błogosławione!»
W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości.

Theme: Rubric. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.